Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jak rozpętałem III wojnę światową. Sakiewicz o amoku władzy po jego wpisie o Assadzie, Maduro i Tusku

W ciągu kilkudziesięciu godzin dowiedziałem się, że domagam się lotniczego uderzenia na Warszawę, porwania, a może i zabicia premiera, podważam istnienie demokracji w Polsce, znieważam naród polski i oczywiście, dzięki swoim wpływom w Waszyngtonie, organizuję zamach stanu. To wszystko spowodowałem, wypisując na prywatnym profilu, bez żadnego komentarza, trzy nazwiska: Assada, Maduro i Tuska… ze znakiem zapytania. Wpis wywołał reakcje premiera, wicepremiera, połowy rządu, debatę w prorządowych mediach o zagrożeniu państwa, a to wymusiło nawet kontrreakcję opozycji. Sam wpis wiele nie mówi, ale reakcje na niego bardzo dużo mówią o komentujących go - pisze Tomasz Sakiewicz w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

Wyobraźmy sobie taką sytuację, która miałaby miejsce na przykład pod koniec ubiegłego roku: szef największej stacji informacyjnej w Polsce pisze do prezydenta USA, żeby porwać premiera Polski i ustanowić tu rządy administracji amerykańskiej. Prawdopodobnie jedyną reakcją byłoby to, że sylwestra zaczął zbyt wcześnie. Nikt poważny by się do czegoś takiego nie odnosił. Kilka dni później jednak mój wpis stał się powodem największej burzy medialnej początku roku i miał wielomilionowe zasięgi. Najlepsze jest jednak to, że nic takiego nie napisałem i nie zamierzałem napisać, co dla każdego, kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, jest oczywiste. 

Co mógł oznaczać mój wpis? Był oczywistą prowokacją intelektualną i każdy w nim mógł dostrzec swoje emocje i swój sposób myślenia. 

Ale przecież – jak twierdzą atakujący mnie – nie da się go zrozumieć inaczej. Naprawdę się nie da? Naprawdę ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógł sądzić, że proszę prezydenta USA o interwencję militarną w Polsce? Czy trzy nazwiska zestawione obok siebie można zinterpretować wyłącznie w taki sposób? A co na przykład z oczywistym wnioskiem, że po prostu porównuję trzech ludzi o skłonnościach dyktatorskich, albo z taką interpretacją, że dyktatorzy wcześniej czy później odchodzą? Bardziej logiczne. Kojarzenie jest zawsze na własną odpowiedzialność i każdy myśli, co zechce. W jakim stanie nerwów znajdowali się premier, jego główny prawnik i hejter oraz większość elit rządowych, że nagle w tym wpisie zobaczyli Tuska wywlekanego ze swojego pałacu przez Delta Force?

Tama pękła

Jednym z częściej przytaczanych opowiadań na zajęciach z psychologii społecznej jest humoreska Jamesa Thurbera „Dzień, w którym pękła tama”. We w miarę spokojnym mieście ktoś zaczyna biec do odjeżdżającego autobusu. Inny człowiek biegnie, bo spieszy się na spotkanie, a ktoś inny biegnie w tym samym kierunku, bo na przykład uprawia jogging. Do biegnących dołącza jakiś człowiek, potem zdezorientowana kobieta. Jeden z przechodniów pyta kobietę, co się stało, a ta mu z przerażeniem odpowiada: „Lepiej nie pytaj, człowieku”. W pewnym momencie ktoś rzuca hasło: „Tama pękła”. Do paniki dołącza się połowa miasta. Wszyscy biegną, ratując się przed domniemaną powodzią. 

Oczywiście żadnej powodzi nie było. W okolicach miasta nie było też tamy ani niczego, co mogłoby spowodować taką katastrofę. W głowach tych ludzi jednak już szumiała powódź, pędzący strumień z przerwanej tamy zatapiał całe kwartały. 

Gdyby uczestników owej paniki zapytać po wszystkim, czy zdają sobie sprawę, że nic się nie stało, zdecydowana większość odpowiedziałaby, że to nieprawda i skoro biegła, to coś musiało być na rzeczy. 

Po moim wpisie pękła tama fantazji setek tysięcy ludzi, a to, że wśród ostrzegających przed „powodzią” (skojarzenia z sytuacją sprzed półtora roku na odpowiedzialność kojarzącego) są premier i elity rządowe, wiele mówi o stanie polskiej debaty.

Kojarzy się obca interwencja

Dlaczego premierowi, jego nadgorliwemu prawnikowi, a nawet liderowi Akcji Demokracji zestawione trzy nazwiska skojarzyły się z wzywaniem do obcej interwencji? Muszę, niestety, odwołać się do innej dziedziny psychologii – klinicznej. Lata temu w badaniach pacjentów niezwykle popularny był test Rorschacha: zestaw tablic z plamami atramentowymi. Same plamy nic nie znaczą, ale opisy badanych, co w nich widzą, bardzo wiele mówią o samych badanych. Takie wpisy jak mój nie niosą istotnych treści, ale niosą istotne reakcje. Sposób reagowania odzwierciedla lęki i system kojarzeń komentujących. Dlaczego zwolennikom obozu rządowego trzy zestawione nazwiska sugerowały jako jedyne możliwe rozwiązanie – i to tak pewne, że chcą mnie wsadzić do więzienia na 20 lat – prośbę o obcą interwencję? Wytłumaczeniem może być własne doświadczenie komentatorów. Donald Tusk rządzi dzięki wyborom, które odbyły się w 2023 roku. On ich nie wygrał, ale zdołał stworzyć rządową większość. Tu nie ma nic nadzwyczajnego w demokracji. Nadzwyczajne jest jednak sklecenie tej większości i powody, dla których poszczególne partie zyskały wystarczające poparcie dla przejęcia władzy. Z ujawnionych przez administrację Donalda Trumpa informacji wynika, że jego poprzednik, Joe Biden, wyjątkowe nieszczęście dla USA i całego świata, pozwolił wydać setki milionów dolarów na organizacje zwalczające rząd Mateusza Morawieckiego. Nasi informatorzy opisują spotkania w ambasadzie USA, które pomogły utworzyć jedną z koalicyjnych partii i samą koalicję rządową. O zaangażowaniu we wsparcie Tuska niemieckich polityków i zdominowanej przez Niemców Komisji Europejskiej chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Oczywiście Tuska nie przywieziono na „niemieckich czołgach”. Niemcy swoje czołgi już wcześniej oddali nam do remontu, nie przyleciał też tu z Delta Force. Obca interwencja polegała na jawnym szantażu unijnymi pieniędzmi, użyciu proniemieckich mediów i funduszy różnych pararządowych instytucji oraz aktywów agenturalnych. I dokładnie podobnej interwencji boją się Tusk i jego zwolennicy.

Gdyby Trump choćby posprzątał po poprzednikach, Tuska już by nie było. Taka perspektywa wywołuje panikę w jego otoczeniu. 

Tusk dyktator vs poniżyłem naród

Kilka tygodni temu Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że w Polsce panuje kryptodyktatura. Do podobnych wniosków wcześniej doszedł Hudson Institute, jeden z bardziej wpływowych amerykańskich think tanków, oraz Interpol – wskazał na problemy z wymiarem sprawiedliwości. Na łamanie praw człowieka wobec osób, które można uznać za aresztowane w sprawach politycznych, wskazywał obecny rzecznik praw obywatelskich. Skłonności dyktatorskie Donalda Tuska nie są nieznane. Sam zdefiniował swoje działania jako nie do końca zgodne z tym, co powiedzą „autorytety prawne”.

Generalnie każda dyktatura zaczyna się od interpretowania prawa tak, jak rozumieją je sami rządzący. 

Ale przecież Tusk został wybrany demokratycznie? To prawda, wprawdzie wybory ze względu na wsparcie z zagranicy uczciwe nie były, ale spełniały minimalny standard demokracji – ostatecznie ludzie wybrali, co wybrali. Łukaszenkę w 1994 roku też ludzie wybrali, lecz potem już prawo do wyboru zostało ograniczone, a każdy, kto o tym mówił, trafiał do więzienia, choć nie na 20 lat. 

Spotkałem się też z krytyką z prawej strony. Niejaki Janusz Korwin-Mikke napisał, że to dowód naszej „murzyńskości”. Po raz pierwszy tego określenia użył Radosław Sikorski, więc nie może być ono rasistowskie. 

Byli i tacy, którzy mój wpis uznali za poniżający naród polski. Czyli postawienie trzech nazwisk obok siebie w ich głowach oznacza, że zestawieni są tacy sami. A skoro są tacy sami, to kraje, którymi rządzili lub rządzącą, też muszą być takie same. I dalej – skoro tak, to jest im tak bardzo przykro, że muszą mi to powiedzieć. Oczywiście nic takiego nie napisałem i nie zamierzałem napisać, ale skoro muszą, to muszą. 

Przy okazji mojego wpisu oprócz gróźb więzienia (Roman Giertych nieco złagodził swoje stanowisko i za zbombardowanie Warszawy i próbę porwania premiera chce dla mnie już tylko prac społecznych) stałem się obiektem nieprawdopodobnych wyzwisk, również odnoszących się do mojego wyglądu.

Cytując jedną z moich ulubionych scen z filmu „Seksmisja", spotkania rozbieranego w windzie: „Co tak patrzycie, siostry, mam dwa kilo nadwagi, ale po nowym roku zmierzam coś z tym zrobić”. Jak wiadomo, hejt mnie nie dotyczy – mnie się po prostu należy. W końcu napisałem, co napisałem. A co napisałem? Sami sobie odpowiedzcie. Dowiecie się czegoś o sobie. 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane