Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jak bezpieka szkalowała św. Maksymiliana Kolbe. Szef Klubu "GP" w Bytomiu ujawnia

W 80. rocznicę męczeńskiej śmierci świętego ojca Maksymiliana Marii Kolbe - Maciej Bartków, przewodniczący Klubu "Gazety Polskiej" w Bytomiu, historyk - odkrywa, jak bezpieka szkalowała pamięć wielkiego człowieka. Wskazuje też, ile informacji o Służbie Bezpieczeństwa w PRL zostało "zamiecionych" przez polityków lewicy i dzisiejszej Koalicji Obywatelskiej pod dywan.


W Katowicach prokuratorzy IPN ujawnili zawartość szafy Witolda Z., byłego wiceszefa katowickiego UOP, a wcześniej – prominentnego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa. Są tam nazwiska niemieckich agentów z czasów II wojny światowej, wykaz funkcjonariuszy gestapo i Abwehry, dziesiątki niepublikowanych zdjęć, a także nieznane dokumenty z okresu stanu wojennego. Co dla pana jako historyka to oznacza?

Powiedzmy jasno, to, że byli funkcjonariusze SB trzymają u siebie dokumenty (przypomnijmy słynną "szafę" gen. Kiszczaka), dzięki którym mogli "bezkonfliktowo" przejść do nowego systemu po roku 1989 - zakrawa na skandal. Przede wszystkim jednak "szafa" Witolda Z. pokazuje, że rację miała prawica, która od roku 1990 i 1991 podnosiła zarówno konieczność dekomunizacji, jak i lustracji. Dzisiaj widzimy, jak bardzo było to niezbędne. Nie wiemy nadal, ilu było funkcjonariuszy SB ani jakie akta wynieśli. Można założyć prostą rzecz: ktoś, kto był np. szeregowym działaczem opozycji w latach 80., został złamany i był tajnym współpracownikiem, a po roku 1989 został posłem i decydował o stanowieniu prawa, będąc w szponach Służby Bezpieczeństwa, podejmował takie decyzje, jakie były jego mocodawcom na rękę. Trzeba sprawdzić, co w aktach Witolda P. dokładnie jest. Historycy podnosili agenturalną rolę Armii Ludowej, pokazując, jak np. na Śląsku, że jej cała polityczna wierchuszka podczas II wojny światowej była zinfiltrowana przez gestapo. (Poświęciłem temu publikacje pt. „Werwolf na Górnym Śląsku” i „Werwolf. Propaganda PRL”). Takie dokumenty mogły powodować, że ci ludzie byli prowadzeni na sznurku, już nie tyle przez Moskwę, co przez funkcjonariuszy UB i służby bezpieczeństwa. Bo jeżeli ktoś najpierw był agentem gestapo, później został I sekretarzem komitetu wojewódzkiego czy któregoś komitetu miejskiego, to był to potężny hak w jego życiorysie, który można było swobodnie wykorzystać. 

Zmieńmy temat rozmowy. W tym roku mija 80 lat od śmierci o. Maksymiliana Kolbego, pierwszego po wojnie polskiego błogosławionego. Czego może nas nauczyć współcześnie ojciec Kolbe?

Bardzo wiele. O. Kolbe uczy bezgranicznej, prawdziwej miłości do drugiego człowieka, a to jest ważne dzisiaj, gdy wprowadza się przeróżne podziały. Mamy się dzielić na płcie, których ma być kilkadziesiąt! Mamy się dzielić ze względu, na to, czy jesteśmy kobietą,. czy mężczyzną! (Ma tu istnieć jakiś naturalny konflikt). Mężczyźni mają być opresyjni, wywierać patriarchalne naciski, tworzyć reżim i zabierać kobietom prawo do własnych wyborów. To oczywiście bzdura! Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy jesteśmy sobie równi. Powinniśmy żyć tak, aby nie krzywdzić drugiego człowieka: słowem, nie stosować przemocy fizycznej, psychologicznej. Żyć tak, jak uczył o. Kolbe, a zwłaszcza wyciągnąć wnioski z tego, jak umarł. To nie była zwykła śmierć, ale wyraz bezgranicznej miłości do drugiego człowieka, do osoby obcej, której nawet nie znał. To jest dla mnie największą rzeczą z dzieła życia o. Maksymiliana Kolbego. Był to człowiek, dla którego nie było rzeczy niemożliwych. Prosty zakonnik tworzy zgromadzenie franciszkańskie.

Buduje cały Niepokalanów. Wydaje gazety, dzienniki, tygodniki, myśli (już wówczas) o telewizji. Jedzie do Japonii, gdzie zakłada filię zakonu, nie znając języka japońskiego, będąc jednocześnie osobą ciężko chorą. (Ma bowiem tylko jedno płuco). To jest prawdziwy święty! Bo czy zwykły, szary człowiek dałby radę podołać tym wszystkim zadaniom co on? Wątpię. On pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeżeli tylko nasze działania nakierowane są w kierunku dobra.

A zorganizowany w 1927 roku zakon w Niepokalanowie był największy na świecie...

Tak. Trzeba cały czas przypominać o ojcu Maksymilianie, który po części jest postacią pomijaną przez ludzi młodych. Nie wiem, czy nowe pokolenie jest zresztą uczone w szkołach o heroizmie św. Maksymiliana, a to powinna być postać, którą bardzo dobrze znają wszyscy uczniowie opuszczający szkołę podstawową! Dlatego napisałem książkę, o tym jak komuniści zwalczali jego kult ("Kryptonim: Maksymilian"). Muszę przyznać - byłem zaskoczony podłym intrygami, które wówczas knuto i tym z jak wielką nienawiścią podchodził PRL do dzieła o. Maksymiliana. Nie tylko do kwestii tworzenia nowych parafii jego imienia czy wydawania o nim publikacji, ale do niego samego. Np. prace dyplomowe funkcjonariuszy SB, które powstawały w Akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ociekały wręcz nienawiścią. Pisano o nim wszystko, co najgorsze, także o jego rodzinie. Że jego matka była zdewociałą fanatyczką i w takim duchu wychowała ojca Maksymiliana, który był zadeklarowanym antysemitą i faszystą. Najgorsze insynuacje, jakie tylko mogły paść w kierunku o. Maksymiliana, padały. I oczywiście esbecy nie zrozumieli niczego z jego nauki. Święty Maksymilian Kolbe dla nich był tylko i wyłącznie symbolem nurtu antykomunistycznego przed II wojną światową. Posuwali się m.in. do takich zagrywek, że aby uniemożliwić obchody kolejnej rocznicy beatyfikacji, zamknięto obóz w Oświęcimiu pod kłamliwym pretekstem kręcenia filmu. To wszystko zachowało się w dokumentach, kto z kim współpracował, kto podpisywał rozkazy. Widać to jak na dłoni i z ubolewaniem mogę stwierdzić że część tych funkcjonariuszy, którzy obelżywie pisali o świętym Maksymilianie, do niedawna dobrze funkcjonowało w przestrzeni publicznej. Jeden z nich był ważną postacią w Oświęcimiu. Pracował jako lektor miejscowego radia, gdzie czytał powieści, bo miał ładny tembr głosu. Ciekaw jestem, czy jego słuchacze wiedzieli, kim jest człowiek, który tak barwnie opowiada im o tajemnicach II wojny światowej...

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej