Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Domorosły pirotechnik stanął przed sądem

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi ruszył proces 40-latka, któremu prokuratura zarzuca m.in. narażenie na utratę życia i zdrowia dwojga policjantów i dwóch strażaków. Mężczyzna wytwarzał nielegalnie substancje wybuchowe, które niespodziewanie eksplodowały podczas kontroli mieszkania.

Autor:

W przedstawionym przed sądem akcie oskarżenia mężczyźnie zarzuca się narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia osób przebywających w mieszkaniu przy ulicy Przemysłowej w Łodzi, w którym doszło do wybuchu, oraz o spowodowanie obrażeń ciała u czworga interweniujących funkcjonariuszy policji i straży pożarnej.

Łodzianin usłyszał też zarzuty wytwarzania substancji wybuchowej i posiadania amunicji bez wymaganego zezwolenia. Grozi mu kara nawet 15 lat więzienia.

Razem z nim na ławie oskarżonych zasiadł jego 40-letni znajomy, który miał mu dostarczać m.in. związki do produkcji - bez wymaganego zezwolenia - substancji wybuchowej oraz nielegalnie posiadać amunicję. Zagrożenie karą sięga w tym przypadku ośmiu lat więzienia.

Zarzuty dotyczą wydarzeń z grudnia ubiegłego roku. Policja otrzymała wówczas zgłoszenie od lokatora jednego z mieszkań przy ulicy Przemysłowej w Łodzi, że jego sąsiadka od kilku dni pozostaje zamknięta w swoim mieszkaniu. Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji i strażacy przez uchylone okno dostali się do mieszkania, gdzie zastali leżącą na podłodze kobietę, która nie mogła wstać z powodu urazu barku.

Jak ustalili śledczy, kobieta poprosiła funkcjonariuszy o odnalezienie telefonu, dokumentów oraz lekarstw. Gdy ci udali się do drugiego pokoju, zauważyli poustawiane na segmencie zamknięte metalowe pojemniczki. Ich uwagę zwrócił również stojący na parapecie wazonik, wypełniony substancją przypominającą cement; takie same przedmioty znajdowały się na balkonie. Jak podała kobieta, pojemniki te należały do jej syna.

Jeden z funkcjonariuszy podniósł stojący na parapecie wazonik i wówczas doszło do eksplozji, w wyniku której obrażeń doznał policjant, policjantka oraz dwóch strażaków. Urazy dwóch osób – policjanta i strażaka – biegły zakwalifikował jako ciężki uszczerbek na zdrowiu, pozostałe dwie doznały obrażeń, które naruszyły czynności narządów ciała na czas powyżej siedmiu dni.

Podczas przeszukania na miejscu zdarzenia odnaleziono m.in. znaczne ilości śrutu strzelniczego, 54 pojemniki z tworzywa sztucznego z zawartością śrucin oraz pojemniki z substancjami o różnej konsystencji.

Ustalono, że w mieszkaniu kobiety przebywał jej 40-letni syn, który zajmował się wypełnianiem pocisków śrutowych substancjami wybuchowymi, a następnie zabezpieczał je lakiem. Według śledczych, tak przygotowywane pociski miał przekazywać swojemu koledze, który z kolei miał dokonywać ich dalszej odsprzedaży.

W mieszkaniu drugiego z mężczyzn odnaleziono m.in. pistolet na śrut, skorupę granatu wraz z mechanizmem zapalnika, lufy do broni, dwie wiatrówki oraz osiem pudełek ze śrutem i substancjami chemicznymi.

Dalsze działania ujawniły, że obaj mężczyźni wspólnie zajmowali się wytwarzaniem pocisków śrutowych w jeszcze innym lokalu w łódzkiej dzielnicy Bałuty. Policja znalazła tam m.in. liczne przyrządy ze śladami bordowej substancji, którą mężczyźni stosowali do nielegalnej produkcji.

Według opinii biegłej z zakresu badań chemicznych, przedstawionej PAP przez rzecznika Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztofa Kopanię, produkowana substancja, którą następnie wykorzystywano do produkcji pocisków śrutowych, była "materiałem wybuchowym, który jest bardzo wrażliwy na wstrząsy, uderzenia mechaniczne, iskry elektryczne, a nawet zwykły dotyk".

Przeprowadzona przez prokuraturę ekspertyza informatyczna potwierdziła, że wytwarzane nielegalnie pociski były sprzedawane za pośrednictwem internetu. 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Polska