W pożarze, który strawił w środę wieczorem parterową kamienicę z poddaszem użytkowym, dach nad głową straciło 15 osób. Jest wśród nich rodzina z czworgiem dzieci. Budynek był komunalny.
Tomasz Ficoń powiedział, że minioną noc poszkodowani spędzili u swoich rodzin. W czwartek skontaktowali się z nimi pracownicy miejskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, którzy zaoferowali mieszkania zastępcze. "Wszyscy z tego skorzystali i przyjęli mieszkania" – dodał.
Rzecznik poinformował również, że pogorzelcy, którzy w pożarze stracili cały dobytek, otrzymali wsparcie finansowe z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Rodziny z dziećmi mogą też wystąpić o wypłatę zasiłku szkolnego. "Pierwsza rodzina już się o to zwróciła" – zaznaczył.
Policjanci zatrzymali 61-latka podejrzewanego o spowodowanie wybuchu, wskutek którego doszło do pożaru. To jeden z mieszkańców spalonej kamienicy, który – jak twierdzą mieszkańcy – wielokrotnie odgrażał się, że "wysadzi dom w powietrze". W środę widziano go z butlą gazową na krótko przed detonacją. Policjanci szukali go od środy. Kiedy zatrzymali go w czwartek rano, był pijany. Miał we krwi niemal 2 promile alkoholu.
"Zatrzymanemu za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla mieszkańców może teraz grozić nawet do 10 lat za kratami. O jego dalszym losie rozstrzygnie wkrótce prokurator"
– powiedział rzecznik bielskiej policji asp. Roman Szybiak.
W pożarze nikt nie został poszkodowany. Budynek najprawdopodobniej nie będzie się nadawał do zamieszkania. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego.