We wtorek wieczorem media obiegła informacja, że na rusztowaniu przed fasadą Kościoła Najświętszego Zbawiciela w Warszawie zawisł baner z wulgarnym napisem skierowanym do Ordo Iuris. Ponadto, lewicowi aktywiści przykleili na świątyni plakaty antykościelne, pomazali chodnik sprejem oraz odpalili race.
Zadzwoniliśmy do kilkudziesięciu przedstawicieli opozycji z pytaniem, czy popierają takie agresywne formy „protestu”. Niestety nasze pytania pozostawały bez odpowiedzi. Politycy najczęściej deklarowali, że nic nie słyszeli o aktach wandalizmu dokonanych we wtorek w Warszawie.
- Nie znam tej sprawy i nie będę jej komentował
– powiedział nam poseł Arkadiusz Myrcha.
- Przykro mi, ale tym razem nie pomogę, bo nic kompletnie nie słyszałem o tych wydarzeniach
– mówi Dariusz Standerski, polityk Lewicy.
Dosadnego komentarza udzielił nam jednak polityk PSL Marek Sawicki.
- Takie akty zasługują na potępienie i to nie jest dobra forma wyrażania swojego zdania. Natomiast śmierć przyczyny szuka. Jeśli Zjednoczona Prawica uprawia wojny ideologiczne, przykrywa nimi sytuacje, w których obnaża się jej nieudacznictwo, to druga strona szuka tego samego. Po Kaczyńskim i po PiS-ie będziemy mieli dwadzieścia lat laickiej lewicy, zdecydowanie antykościelnej i przeciwnej katolicyzmowi
– mówi zdecydowanie poseł Sawicki.
Postanowiliśmy skonsultować przewidywania posła PSL-u z politologiem prof. Rafałem Chwedorukiem. Naszego rozmówcę spytaliśmy, czy tego typu akty agresji wobec Kościoła mogą w jakikolwiek sposób wpłynąć na polską scenę polityczną.
- Polska prawica musi zrozumieć, że świat Zachodu, o którym myślała i do którego aspirowała, nie istnieje. Nie istnieje od kilkudziesięciu lat. Tego nie ma. Dla przykładu, nawet skrajna prawica francuska, absolutnie nieporównywalna z głównym nurtem polskiej prawicy, odwołuje się do ustawodawstwa o rozdzielności pastwa od kościoła. Także to, co się dzieje teraz w Polsce, nie jest przyczyną czegokolwiek, a uzewnętrznieniem czegoś, co podskórnie dokonywało się od wielu lat. Mamy do czynienia z globalizacją, która ze względu na zmianę więzi społecznych, migracje i model społeczeństwa konsumpcyjnego ogranicza wszelką religijność
– wyjaśnia prof. Chwedoruk.
Dodaje również, że „zapewne czeka nas wiele spektakularnych wydarzeń związanych ze zmianami kulturowymi, natomiast one same w sobie nie będą wpływały na ewolucję opinii publicznej”.
- Koleje pokolenia nie będą odległe od kościoła jedynie z powodów ideologicznych, ale bardziej ze względu na styl życia codziennego. Tak to się odbywało wszędzie na Zachodzie i podłoże kulturowe nie miało tu żadnego wpływu
– mówi politolog.
Naszego rozmówcę spytaliśmy także, czy ugrupowania antykościelne mogą zyskiwać zwolenników poprzez różnego rodzaju ataki na Kościół.
- Krótkoterminowo pewnie tak, jednak nie będą to czynniki, które same w sobie starczą do zwycięstwa, natomiast w którymś momencie dystans do kościoła stanie się w polityce normą. Jeśli chce się być częścią świata zachodniego to taki trend jest nieuchronny. W Polsce właśnie go obserwujemy. Niewiadomą był tylko efekt polityczny jaki on przyniesie. Moim zdaniem jest on na średnim poziomie. Nie ma żadnej rewolucji sondażowej
– powiedział prof. Chwedoruk.