Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

​„Misiek” ględził o zamachu na media. Pora odświeżyć mu pamięć

Michał Kamiński – zajadły wróg nie tylko PiS-u, ale i wszystkiego, co z PiS-em mu się kojarzy – postanowił zabrać głos w czasie debaty nad ustawami o mediach narodowych.

Autor:

Michał Kamiński – zajadły wróg nie tylko PiS-u, ale i wszystkiego, co z PiS-em mu się kojarzy – postanowił zabrać głos w czasie debaty nad ustawami o mediach narodowych. – Powiem, co jest istotą tego zamachu, którego dokonujecie. Istotą jest zamach na prawdę. Wam media potrzebne są po to, by kłamać, bo prawdy boicie się najbardziej – emocjonował się „Misiek” na sejmowej mównicy. No to przypomnijmy mu, jak to było z mediami – nie tylko publicznymi – za koalicji PO-PSL.
 
W czasie trwającej debaty nad projektami ustaw dotyczących mediów narodowych, głos zabrał również poseł Platformy Obywatelskiej – Michał Kamiński. I popłynął…

Nie będę mówić o zamachu na demokrację, na wolność. O tym rzeczywiście mówi dzisiaj cała Polska i niestety cały świat. Powiem, co jest istotą tego zamachu, którego dokonujecie. Istotą jest zamach na prawdę. Wam media potrzebne są po to, by kłamać, bo prawdy boicie się najbardziej. Prawda jest czymś, czego nie chcecie, by docierała do Polaków i myślicie, że media narodowe – plugawiąc to słowo, święte dla wielu – stając w służbie jednej partii politycznej, zrobią Polakom wodę z mózgu. Nie zrobią dlatego, że dzisiaj jest naprawdę duży pluralizm. Jest dostęp do różnych mediów

– mówił m.in. „Misiek” Kamiński.

Komu i do czego faktycznie potrzebne były media, nie tylko publiczne, kto i na co dokonywał zamachów – powinien chyba Kamiński popytać wśród swoich obecnych partyjnych kolegów. Jednak jeśli aż tak zawodzi go pamięć, to dla wszystkiego, kilka faktów przypomnimy mu sami…

Po przejęciu władzy przez PO i PSL w 2007 r. rządzący przystąpili do bezwzględnego monopolizowania mediów. Wyrzucili nie tylko szefów spółek nadawców publicznych, znanych dziennikarzy, ale i szeregowych pracowników podejrzewanych o związki z IV RP. Za to lizusów odznaczali orderami. Z pracy zwolniono wówczas: Bronisława Wildsteina, Rafała Ziemkiewicza, Krzysztofa Skowrońskiego, Marka Pyzę, Anitę Gargas, Katarzynę Hejke, Tomasza Sakiewicza, Jacka Sobalę, Michała Karnowskiego, Annę Sarzyńską, Piotra Skwiecińskiego, Wandę Zwinogrodzką, Artura Dmochowskiego i wielu innych.

Z kolei ostatnio ujawniono rozmowę Pawła Grasie z Janem Kulczykiem, w czasie której panowie poruszyli temat dziennika „Fakt”. Biznesmen proponował politykowi rozmowę z szefową wydawcy tabloidu, który atakował ówczesny rząd i premiera Donalda Tuska. Jakoś tak dziwnie się złożyło, że kilka tygodni po rozmowie naczelny gazety zmienił się. Graś zasłynął też z innego spotkania. W 2012 roku nocą spotkał się przy śmietniku z Grzegorzem Hajdarowiczem, właścicielem m.in. „Rzeczpospolitej”. Koledzy ze studiów nie spotkali się tam przypadkiem – następnego dnia w „Rz” ukazał się głośny tekst Cezarego Gmyza „Trotyl na wraku tupolewa”. Graś zaprzeczał wtedy, że Hajdarowcz przyniósł mu kolumny z tekstem do obejrzenia. Dodał jednak, że przedstawił mu główne tezy artykułu Gmyza.
 
Trzeba też przypomnieć „Miśkowi” o liście 52 dziennikarzy, która trafiła niedawno do sejmowej speckomisji. Wszyscy znajdujący się na niej byli inwigilowani – zgodnie z przeprowadzonym audytem – przez służby za rządów koalicji PO-PSL. W latach 2009-2010 śledzono przede wszystkim dziennikarzy „Rzeczpospolitej”. Chodzi o czas, kiedy zajmowali się aferą hazardową. Na listę inwigilowanych trafili również dziennikarze telewizji Republika oraz „Gazety Polskiej”.

To tylko pierwsze z brzegu przykłady, ale jak Kamińskiemu za mało, bez trudu znajdzie ich o wiele, wiele więcej. Wystarczy, że zajrzy do internetu…

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej