Dziś Tusk, Rostowski, Boni i ferajna z troską na twarzach pochylają się nad Polską w kryzysie. Zapomnieli – czy chcą zapomnieć – jakie farmazony, jakie androny, jakie duby smalone, jakie niestworzone historie opowiadali o „zielonej wyspie” i megasukcesie gospodarczym pod rządami liberalno-ludowymi.
Sikorski i pomniejsi ujadacze z PO ze srogą miną, wypinając bojowo wątłe piersi, tupiąc butami (z których skądinąd słoma wychodzi), gromko i solennie deklarują Urbi et orbi, że Łukaszenko to świnia, brzydki dyktator i że jeszcze z ust mu jedzie. Zapominają wołki zbożowe, jak tenże Sikorski ściskał łapę Łukaszenki ledwie parę miesięcy temu i ze słowiańskim oddaniem pił mądrości z modrych (?) oczu pana Alaksandra.
Czasem dziwnie zapominalskie jest też milczenie. W czasach katastrofy służby zdrowia, przy akompaniamencie uśmiechów wiecznie z siebie zadowolonej minister Ewy Kopacz, Platforma milczy o ofiarach śmiertelnych, o ludziach, którzy umarli tylko dlatego, że PO robi z ochroną zdrowia to, co robi. Ale za rządów PiS-u wół z PO był platformerskim cielęciem i grzmiał, hałasował, ryczał, ile wlezie, mimo że Polska miała jako ministra zdrowia prof. Zbigniewa Religę, którego charyzma i kompetencje mają się tak do charyzmy i kompetencji Ewy Kopacz, jak Himalaje do Rowu Mariańskiego.
Za czasów dyktatora Jarosława Kaczyńskiego i PiS-owskiego horroru Platforma Obywatelska wyła, niczym pustynny kojot, o ograniczaniu w Polsce demokracji i wolności słowa. Dziś minister Arabski zakłada knebel zbyt dociekliwemu dziennikarzowi PAP, znanych dziennikarzy (nieprawomyślnych!) wyrzuca się z TVP i Polskiego Radia na łeb, na szyję.
Zostawmy wołu i cielę, zresztą Bogu ducha winne zwierzęta. Obserwując rządy PO–PSL, należy stwierdzić, że mamy do czynienia raczej z dominującą rolą osłów, choć w tle czają się pazerne na majątek narodowy hieny. Osłów ci u nas, w III RP, rzeczywiście dostatek. W strukturach administracji po 2007 r. mnożą się chyba przez pączkowanie.
Ale nawet jeśli zapominał wół, jak cielęciem był, to jedna rzecz jest niezmienna. Tusk pod pewnym względem, w pewnej mierze, w określonym obszarze jest przewidywalny i się nie zmienia. Jak był leniwy jako niemy wicemarszałek Senatu RP, tak dziś jest leniwy jako premier RP. Donald pozostał sobą. Wszystko się może zmienić, stanowiska potracili Bush, Juszczenko i Mubarak, a lider PO jak był patentowanym leniem, tak dalej jest leniem patentowanym (za moich szkolnych czasów mówiło się o takich osobnikach: śmierdzący leń, ale teraz to byłby język agresji i nienawiści…).
Może to i propozycja na nowe godło koalicji rządowej PO–PSL: głowa woła, ogonek cielaka, pysk hieny i zielony, z kończynką na zadzie swojski, przaśny osioł, co to prochu nie wymyśli, ale w prochowni swojaków zatrudni.