Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Służby - patologie ostatnich lat. Kontrwywiad i taśmy

Co możemy wywnioskować o stanie polskiego kontrwywiadu wojskowego po odsłuchaniu nagrania rozmowy Kalisz–Kwaśniewski i po kolejnych oświadczeniach różnych polityków?

Co możemy wywnioskować o stanie polskiego kontrwywiadu wojskowego po odsłuchaniu nagrania rozmowy Kalisz–Kwaśniewski i po kolejnych oświadczeniach różnych polityków? Przypomnę, że istotą systemu ochrony kontrwywiadowczej jest zdobycie wiedzy o przeciwniku, zanim on zorientuje się, że został rozpracowany. Aby ten cel osiągnąć, służba kontrwywiadu musi cieszyć się zaufaniem polityków. Nie można tego osiągnąć, gdy wykorzystuje się ją do rozgrywek politycznych lub biznesowych.

Służby o charakterze kontrwywiadowczym rzadko cieszą się dobrą opinią polityków, gdyż jeśli dobrze spełniają swoje zadanie, najczęściej przynoszą złe wiadomości. Wyobraźmy sobie, że minister obrony usłyszy od szefa kontrwywiadu, że jeden z wpływowych generałów jest zamieszany w korupcję, premier dowiaduje się, że jeden z jego ministrów ulega wpływom zagranicznego koncernu zbrojeniowego, a prezydent – że jego doradca pozostaje w kontakcie z obcym wywiadem. Jak mieć dobry humor w takich sytuacjach?

Politycy muszą umieć zmierzyć się z takimi problemami. Gorzej jest, gdy zamiast podjąć wyzwania, uciekają od nich, co powoduje narastanie problemów. Koncepcja niezajmowania się służbami, którą od lat da się wyczytać z nominacji personalnych w obecnym rządzie, i co da się zaobserwować z efektów działalności sejmowej Komisji ds. Służb, mści się na koalicji PO–PSL: służby stały się zbyt niewydolne, aby zapobiec podsłuchom, a w efekcie krążą po mediach materiały rzucające fatalne światło na obecną klasę rządzącą.

Uwikłanie polityczne służb

Problem jest jednak głębszy. Niezajmowanie się służbami nie oznaczało w czasie rządów PO rezygnacji z traktowania służb jako takich, które mogą dostarczyć ciekawych informacji o przeciwniku politycznym. Do historii III RP przejdą takie sytuacje wykreowane przy pomocy służb jak zagubione dokumenty komisji weryfikacyjnej, afera marszałkowa czy tłumaczenie na inne języki raportu z weryfikacji WSI przed decyzją o jego opublikowaniu. Do tego można dołożyć liczne akcje ABW, jak inwigilacja pracowników Kancelarii Prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego po publikacji tzw. raportu gruzińskiego, oskarżanie prokuratora Marka Pasionka o ujawnianie tajemnicy „obcym agentom” (chodziło o rozmowę z przedstawicielem FBI po katastrofie smoleńskiej) czy nieustanne harce CBA przeciwko koalicyjnemu PSL w momentach nasilenia walki politycznej. Przy takim stopniu uwikłania politycznego kontrwywiad nie może być skuteczny.

Efekt pracy kontrwywiadu powstaje na dwóch poziomach. Pierwszy poziom to praca funkcjonariuszy, którzy codziennie przeglądają gromadzone materiały, składają kolejne elementy różnych układanek, spotykają się z osobami, które im pomagają i wykorzystując najtajniejsze metody, zdobywają bezpośrednią wiedzę o przeciwniku. Drugi poziom to szefowie, którzy potrafią profesjonalnie ocenić zgromadzony materiał i przekazują go decydentom politycznym. Co stanowi o wydolności systemu kontrwywiadowczego? Gdy efekt pracy poziomu pierwszego przenoszony jest skutecznie na poziom drugi. I co najważniejsze, szefowie nie są zadaniowani na zrealizowanie czegoś, co jest politycznie korzystne dla rządu czy partii, ale sami przynoszą rzetelny urobek, trzymając się zakresu pracy wyznaczonego przez ustawowe obowiązki, strzegąc bezpieczeństwa państwa.

Ostatnio znowu mamy do czynienia z odsłoną prawdziwego oblicza służb specjalnych III RP. Rządzący okazują się bezradni wobec kolejnej fali nagrań i próbują tylko przekierować uwagę opinii publicznej na fakt, że są one „nielegalne”. Poseł Ryszard Kalisz w rozmowie z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim na początku października 2013 r. relacjonował emocjonalną wypowiedź szefa SKW gen. Janusza Noska, z którym odbył krótką rozmowę. Według Kalisza SKW miała dowody na korupcję w MON na najwyższym poziomie. W tym kontekście pojawiło się nazwisko Tomasza Siemoniaka oraz sugestia, że chodzi także o kogoś stojącego wyżej niż minister obrony. Po publikacji nagrania z tej rozmowy rozpoczął się festiwal oświadczeń. Siemoniak, Kalisz, Nosek mówili o tym, czego nie mówili lub nie robili, tak że mediom udało się wytworzyć chmurę niewyjaśnionych sugestii, z uspokajającą konkluzją, że sprawa trafiła do prokuratury. 

Tajemniczy dokument

Warto zwrócić uwagę, że dokładnie w tym samym czasie na portalu Kulisy24 omówiony został dokument, który ktoś sporządził na podstawie szczegółowych informacji o operacjach prowadzonych przez SKW. Zacytuję kilka zdań z tego materiału. „Szeroko jest opisany przypadek znanego polityka koalicji, który miał się zaangażować w lobbing na rzecz pewnej konkretnej firmy, w zamian za wsparcie finansowe od niej w kampanii wyborczej”. „W trakcie operacji przeciw generałowi SKW miała nagrać jego rozmowę z bardzo znanym politykiem, zajmującym się kwestiami bezpieczeństwa. Ów koalicyjny polityk na eksponowanym stanowisku miał ostrzegać generała, że SKW podejmuje działania przeciw niemu”.

„Kolejny wątek dotyczy przekazania przez jednego z dowódców armii (dziś już na emeryturze) danych stanowiących najściślejszą tajemnicę państwową”. „SKW, jak wynika z pisma, udokumentowała przekazywanie pieniędzy przez lobbystę zbrojeniowego urzędnikowi państwowemu. Materiał uzyskano z podsłuchu telefonicznego lobbysty oraz monitoringu z miejsca, gdzie koperta (za pośrednictwem posłańca) została przekazana urzędnikowi”. „W piśmie jest też mowa o podsłuchu, który SKW założyła dwóm lobbystom. W jednej z rozmów miała paść informacja, że panowie mają w kieszeni pewnego koalicyjnego polityka. Informacja jest o tyle ciekawa, że CBA zakwestionowało oświadczenia majątkowe owego polityka. I podejrzewa, że ukrywał oszczędności”.

Wszystkie te informacje podobno trafiły do prokuratury. Nie wiemy, kto je tam wysłał i kiedy. Z kontekstu artykułu można domyślać się, że nie była to żadna z instytucji państwowych, tylko osoba prywatna. Co nią kierowało? Frustracja? Chęć odegrania się na kimś ważnym ze świata polityki? A jeżeli działo się to w czasie, gdy Siemoniak był ministrem, a Nosek szefem SKW, to czy oni byli celem? Tymczasem funduje się nam spektakl na temat, kto kogo ma przepraszać, a kto „nie ma twardego charakteru”.   

Cały tekst w tygodniku "Gazeta Polska"

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane