Wcześniej imitując „autentyczne lokalne władze” Donbasu, werbowano i finansowano lokalne grupy przestępcze, bezrobotnych, ludzi z marginesu społecznego, uzupełniając ich rosyjskimi najemnikami czy wypuszczonymi z więzień przestępcami z Rosji i rosyjskimi ekstremistami, np. Kozakami. Jednak lokalni watażkowie usamodzielnili się – chętnie brali rosyjskie dotacje i uzbrojenie, ale znaleźli też niezależne źródła utrzymania – handel bronią, narkotykami, alkoholem, pobieranie haraczu za przejazd na posterunkach, zabór samochodów, sklepów, całych sieci handlowych, masowe zajmowanie domów porzuconych przez cywilnych mieszkańców, a ostatnio nawet napady na własne banki. Do Rosji z tego terenu walk uciekło 700 tys. ludzi, więc mienie i nieruchomości, które ci ludzie zostawili, to dla terrorystów prawdziwa „żyła złota”.
Obecnie grupy przestępcze w Donbasie całkowicie zdominowały lokalne władze, marginalizując i niszcząc autentyczne „prorosyjskie elity”, które istniały w Donbasie jeszcze od 1991 roku. Miejscowi komuniści już obecnie są z władzami terrorystów w stanie faktycznej wojny. Zorganizowana przestępczość z Donbasu zaczyna więc już się przelewać na terytorium w Rosji. W samym tylko Obwodzie Rostowskim, który stanowi główne rosyjskie zaplecze do działań na Ukrainie, przestępczość wzrosła w pierwszych 4 miesiącach br. o 23 proc. – wynika z policyjnych statystyk.
Starając się opanować sytuację rosyjski specnaz zlikwidował już kilku lokalnych watażków, próbujących uprawiać własną politykę, m.in. Aleksandra Biednowa „Batmana” i Alekseja Mozgowoja. Na ich miejsce pojawiają się jednak nowi. Aby zachować kontrolę Kreml coraz liczniej zastępuje też lokalne oddziały terrorystów własnym regularnym wojskiem, udającym „miejscowych” lub „najemników”. Według szacunków władz ukraińskich, już obecnie 60 proc. sił zbrojnych terrorystów stanowią faktycznie rosyjscy wojskowi.
Tak, jak w przypadku Ramzana Kadyrowa w Czeczenii, nad którym Putin utracił już całkowicie kontrolę - teraz zaczyna tracić kontrolę nad terrorystami w Donbasie – ocenia The New York Times.