W ciągu ostatniego tygodnia odbyła się prawdziwa batalia w sprawie senackiego projektu ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych. Jeszcze kilka dni temu jeden z głównych jego orędowników Jan Wyrowiński, wicemarszałek Senatu z PO, był sceptyczny i nie wierzył, że w ogóle w tej kadencji uda się przyjąć jakąkolwiek ustawę. Wszystko blokowało Ministerstwo Finansów i jego szef Mateusz Szczurek, który twierdził, że wprowadzenie nowego prawa kosztowałoby miliardy złotych.
– Rzeczywiście minister finansów popadł w histerię. Najgorsze jednak mamy już za sobą. Bardzo możliwe, że niedługo ustawa przejdzie przez Sejm – mówi „Codziennej” Jan Rulewski, senator Platformy Obywatelskiej, współtwórca senackiego projektu. Polityk przyznaje, że został on znacznie okrojony. – Dzisiaj trudno wskazać jedną grupę społeczną, która jest zadowolona z obecnego kształtu ustawy, ale jest to wynik kompromisu – tłumaczy Rulewski. Zdaniem opozycji kompromis jest jednak zgniły i wypacza ducha ustawy.
Przypomnijmy, że pierwotnie projekt zakładał wsparcie byłych działaczy podziemia antykomunistycznego na poziomie najniższej emerytury (ok. 800 zł). O pieniądze mogliby się ubiegać byli opozycjoniści, którzy dziś mają renty i emerytury niższe niż 2 tys. zł. Świadczenie objęłoby również osoby, w których rodzinach na głowę przypada nie więcej niż 1250 zł. Na tak „wysokie” świadczenia nie godził się Szczurek. Zdaniem ministra mogłoby to kosztować budżet kilka miliardów złotych (senatorowie szacowali ten koszt na 200 mln zł). O pomoc mogłyby się starać osoby zweryfikowane przez historyków IPN‑u.
Posłowie postanowili zmienić jednak kryteria. Podczas prac sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny posłowie koalicji przeforsowali zmianę projektu. Zapisano w nim, że o pomoc mogą się ubiegać jedynie osoby samotne z dochodem nieprzekraczającym 960 zł lub rodziny, w których na głowę przypada mniej niż 800 zł. Zasiłek zmniejszono do 400 zł. W związku z tym koszty wprowadzenia ustawy zmniejszyły się do 25 mln zł.
Zdaniem posłanki PiS‑u Elżbiety Rafalskiej z komisji polityki społecznej jest to żenujące. – Dzisiaj wychodzi na to, że po 25 latach wolności Polska hojnie wspiera komunistycznych aparatczyków wysokimi emeryturami. Nie potrafimy jednak pomóc i udzielić wsparcia ich ofiarom i ludziom, którzy walczyli, żeby Polska była państwem demokratycznym. To wstyd, głównie dla rządzącej od ośmiu lat koalicji PO-PSL – mówi nam Rafalska.