Oficjalnym powodem przybycia prezydenta Stanów Zjednoczonych do Arabii Saudyjskiej była chęć oddania hołdu zmarłemu królowi tego kraju Abd Allahowi ibn Abdowi al-Azizowi Al Su’udowi. Na miejscu Obama spotkał się z Salmanem, nowym monarchą. Salman i Obama rozmawiali o sytuacji w graniczącym z Arabią Jemenie. Kraj ten jest stopniowo opanowywany przez szyickich rebeliantów z ruchu Huti. W ubiegłym tygodniu zdobyli oni pałac prezydencki w stołecznej Sanie, a proamerykańskie władze podały się do dymisji.
Barack Obama i król Salman poruszyli także sprawę irańskiego programu atomowego. Saudyjski monarcha nie zgłaszał zastrzeżeń do negocjacji prowadzonych przez Stany Zjednoczone i inne kraje Zachodu z Iranem. Stwierdził natomiast, że Persowie nie powinni dostawać zgody na prowadzenie programu nuklearnego. Oprócz tego król Salman zapowiedział, że Arabia Saudyjska nie zmieni swojego postępowania w kwestii wydobycia ropy naftowej. W praktyce oznacza to, że Rijad nie obniży dotychczasowego poziomu produkcji tego paliwa. Niedawne zwiększenie wydobycia surowca przez Arabię Saudyjską i Stany Zjednoczone jest powodem spadku światowych cen ropy i główną przyczyną gospodarczych problemów Rosji.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".