Dania będzie można komponować wyłącznie z produktów, które znalazły się w rozporządzeniu Ministerstwa Finansów. Wiele rzeczy tam nie znajdziemy. Założenia rządu są następujące: państwo dopłaca tylko do dań jarskich.
A przepisy będą przestrzegane bardzo restrykcyjnie. Dotację można będzie stracić za natkę pietruszki w zupie (korzeń pietruszki jest dofinansowany, natka już nie), bądź za skwarki podane z pierogami. Kto choć raz nie przyprawił dania, wie, że takowego nie da się zjeść.
„Ludzie przestaną więc chodzić do barów mlecznych, które upadną, bo jedzenie w nich będzie ohydne lub też bary mleczne zrezygnują z dotacji, by zachować klientów, ale wtedy będą pewnie musiały podnieść ceny. Jedno i drugie rozwiązanie łączy jedno: państwo jak zwykle zaoszczędzi na najbardziej potrzebujących” – czytamy na fakt.pl.
Urzędnicy chcą oszczędzić na potrawach podawanych najuboższym – głównie emerytom i studentom. Dziwne jest zatem, że przyprawy są zabronione, a na ministerialnej liście widnieje wanilia, która jest dużo droższa od popularnego cukru wanilinowego.
Kamil Hagemajer prowadzący sieć tanich jadłodajni w Warszawie mówi, że „czasem trudno nie odnieść wrażenia, że rząd, wprowadzając takie prawo, chce ograniczyć ich działalność”.
Dotacje otrzymuje kilkadziesiąt tanich jadłodajni. Można tam zjeść do syta za 4-8 zł. - Nigdzie w Europie nie prowadzi się takich tanich stołówek z domowym jedzeniem. A teraz politycy chcą ten nasz polski patent zniszczyć – mówi „Faktowi” Hegemajer.
Ministerstwo Finansów nie chce likwidować barów mlecznych. Dostrzega jedynie potrzebę „konieczności zmiany systemowej zasad przyznawania dotacji dla nich”.