Marszałek Sejmu, od momentu gdy wrócił temat około 80 tys. złotych jakie pobrał za tzw. kilometrówki naliczone za jazdę prywatnym samochodem, mimo że miał do dyspozycji rządową limuzynę - przekonywał, że zawsze był pracowitym posłem. Mimo, że zestawienie sejmowej aktywności na to nie wskazuje, Sikorski się nie poddaje. Dziś wylicza gdzie prywatnym samochodem jeździł "służbowo" po Polsce
- Wtedy, gdy podróżowałem bez BOR-u, np. Festiwal Smaku w Grucznie, tam spotkałem poseł Pomaską, bodajże w 2011 roku. Wielokrotnie w Biskupinie, gdzie prowadziłem kampanię, rozdawałem ulotki. Ktoś to powinien kojarzyć - tłumaczył się Sikorski w programie trzecim Polskiego Radia. Jak zauważył Marcin Kędryna, znany bloger piszący na stronie 3neg.pl, marszałek w ten sposób przyznał się do łamania przepisów.
Zarządzenie marszałka Sejmu z 25 września 2001 r. w sprawie warunków organizacyjno-technicznych tworzenia, funkcjonowania i znoszenia biur poselskich, a konkretnie § 9 art, 4 mówi jasno:
"Ryczałt nie może być wykorzystywany na finansowanie działalności partii politycznych, organizacji społecznych, fundacji, na działalność klubów i kół poselskich oraz parlamentarnych, a także na finansowanie działalności charytatywnej i sponsorskiej oraz na prowadzenie kampanii wyborczej."
Marszałek Sejmu pokazał, że nie zna pan przepisów Sejmu, którym kieruje? A może chciał się po prostu przyznać? Jeśli tak, gratulacje za szczerość, ale wiceminister Neumann był pierwszy.