"Zaalarmowały mnie w tej sprawie rodziny, które od 4,5 roku domagają się prawdy o katastrofie smoleńskiej, a których dotychczasowe wołanie o upamiętnienie ich bliskich było ignorowane bądź wręcz wyszydzane" - napisał Marek Pyza w tekście opublikowanym przez portal wpolityce.pl
Na czym polega problem? W źródle powstania listu, który Ewa Komorowska, wdowa po wicemistrze obrony narodowej, na początku października rozesłała do krewnych innych ofiar. Czytamy w nim, że w związku z nadchodzącą piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej, "Inicjatywa dotyczy budowy pomnika ofiar katastrofy. Ponieważ sama gorąco popieram tę ideę, przyjęłam zaproszenie do udziału w tym projekcie".
Pomysł miał powstać w gronie części rodzin smoleńskich. Ale dziennikarz wpolityce.pl sprawdził metadane pliku, w którym zapisano wspomniany list. I tam, czarno na białym, jest, że powstał on w... Kancelarii Prezydenta.

(screen wpolityce.pl)
- Od początku miałem wątpliwości, czy wsparcie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego inicjatywy budowy pomnika, wynika ze szczerych intencji, czy jedynie to jest gra polityczna. Teraz mam jeszcze większe wątpliwości - mówi portalowi niezalezna.pl Grzegorz Januszko, ojciec stewardesy, która zginęła w katastrofie smoleńskiej.
- Poza tym, oprócz idei budowy pomnika, bardzo ważna jest jego lokalizacji. Czy stanie na Krakowskim Przedmieściu, czy za torami kolejowymi we Włochach - podkreśla.