Na zakończenie euromajdanu w Kijowie, w lutym br., został Pan mianowany szefem przyszłego ukraińskiego Komitetu ds. Lustracji. Jednak przez wiele miesięcy Pan wraz z grupą wolontariuszy – zawodowych prawników, pracowników branży IT, działaczy społecznych – pracował bez wsparcia państwa nad nową ustawą oraz bazą danych przyszłej komisji. 16 września br. Rada Najwyższa zatwierdziła tekst ustawy. Jest Pan zadowolony z wyników żmudnej pracy?
Jestem szczęśliwy. Zrobiliśmy ogromny krok ku realizacji jednego z głównych żądań euromajdanu – oczyszczeniu władzy. Teraz, kiedy mamy ustawę, będzie nam o wiele łatwiej ją przeprowadzić.
Jak zmienia się Pana funkcja po przyjęciu ustawy?
(Śmiech) Do tekstu ustawy nie wnosiłem punktu o stanowisko dla siebie. Z kolei w przyjętym dokumencie znalazł się zapis, że organizować oczyszczenie władzy musi ministerstwo sprawiedliwości Ukrainy. Dlatego też jego pracownicy muszą przejść lustrację jako pierwsi. Przy MS zostanie utworzony specjalny społeczny organ, składający się z dziennikarzy oraz działaczy społecznych. Będzie on kontrolował proces lustracji we wszystkich organach władzy. Oprócz tego informacja o każdej kontroli będzie publikowana w internecie i obywatele będą informowani, gdzie mogą złożyć będące w ich posiadaniu dane, dokumenty, świadectwa o życiorysie człowieka, który jest sprawdzany. W ten sposób proponujemy, aby samo społeczeństwo włączyło się w lustrację.
Kogo ostatecznie ma objąć ustawa o lustracji?
Z władz mają zniknąć ludzie, którzy nie mogą wytłumaczyć pochodzenia majątku swojej rodziny, korupcjoniści. Osoby, które wspierały ataki na integralność terytorialną Ukrainy oraz separatyzm. Ludzie, którzy podczas euromajdanu znajdowali się na kierowniczych stanowiskach i nie podali się wówczas dobrowolnie do dymisji. Do odnowionych struktur władzy nie będą miały dostępu również osoby, które wywodzą się z sowieckiego KGB i rosyjskiego FSB, były na kierowniczych stanowiskach w Partii Komunistycznej USRS oraz Komsomole [komunistycznej młodzieżówki]. Za tym głosował we wtorek ukraiński parlament.
Kto najbardziej sprzeciwiał się przyjęciu ustawy lustracyjnej?
Największymi przeciwnikami byli przedstawiciele Partii Regionów (PR), Partii Komunistycznej, ludzie obalonego Wiktora Janukowycza, którzy nie uciekli wraz z nim. Odczuwałem i odczuwam mocny sprzeciw wobec tej ustawy ze strony Serhija Kiwalowa [PR, współautor kontrowersyjnej ustawy językowej z 2012 r., która nadawała m.in. językowi rosyjskiemu status regionalnego. Została skasowana w lutym br.], Ołeksandra Efremowa [PR, były pracodawca pierwszego lidera samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej Waleria Bołotowa], Serhija Lowoczkina [doradca b. prezydenta Leonida Kuczmy, szef administracji prezydenta Janukowycza], Petra Symonenko [od 1993 r. lider Komunistycznej Partii Ukrainy]. Oprócz tego był niejawny opór wśród sił politycznych, które stanowią obecnie większość w ukraińskim parlamencie. I chociaż oni na początku zapewniali, że wesprą ustawę o lustracji, w rzeczywistości zrobili wiele, aby nigdy nie doszło do jej przyjęcia przez Radę Najwyższą.
Jest wielką zasługą społeczeństwa, że wraz z kilkoma parlamentarzystami najpierw napisało ono projekt ustawy, a potem wymusiło, aby dokument został wniesiony pod obrady Rady. Następnie wymusiło pierwsze czytanie ustawy i jej przegłosowanie. I we wtorek postawiło kropkę w tym procesie.
Cała rozmowa w piątkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"