Do Sądu Najwyższego wpłynęły 64 protesty przeciwko ważności wyborów do Parlamentu Europejskiego, które odbyły się 25 maja 2014 roku. Do dziś (do godz. 15.45) rozpoznano 54 protesty. W przypadku 8 z nich Sąd wyraził opinię, że zarzuty są zasadne, lecz naruszenie przepisów kodeksu wyborczego lub przestępstwo przeciwko wyborom, nie miało wpływu na wynik wyborów.
Najciekawszy jest przykład komisji obwodowej numer 103 z Warszawy (wczoraj informowaliśmy o tym). To ta sama, gdzie po zakończeniu wyborów, głosy zapakowane zostały przez członków komisji do worków, a następnie wyniesione z lokalu komisji i włożone do bagażnika prywatnego auta. Sąd uznał, że protest jest zasadny ponieważ nie upubliczniono protokołu z wynikami głosowania po jego zakończeniu oraz naruszono procedury przekazywania dokumentacji wyborczej do Rejonowej Komisji Wyborczej. Jednak zdaniem sądu nie miało to wpływu na wynik wyborów.
W komisji numer 103 na warszawskim Mokotowie wydano 497 kart do głosowania. Zwyciężyła Platforma Obywatelska z 225 głosami. Drugie miejsce zajęło Prawo i Sprawiedliwość. Na tą partię oddano 134 głosy.
Z jednej strony Sąd Najwyższy uznał, że członkowie komisji wyborczej popełnili błąd, a wywożenie kart z głosami bez wywieszenia protokołu to naruszenie. Z drugiej strony nie ma podstaw do powtórzenia wyborów. A to "tylko" 497 głosów. Poza tym nie „miało wpływu na wynik wyborów”. Bo nowy Parlament Europejski rozpoczął już pracę?