Ukraińcy zaprezentowali nagranie przesłuchania, na którym zatrzymany mężczyzna opowiada o swoich zamiarach, a instrukcje miał telefonicznie otrzymywać z Rosji od opiekuna, niejakiego Aleksandra Wiaczesławowicza. Za atak na polską placówkę dyplomatyczna miał otrzymać 3 tysiące euro. Atak na polską ambasadę miał być prowokacją przygotowaną przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa, by obciążyć nim ukraińskich nacjonalistów. Zatrzymanemu profesorowi grozi grozi na Ukrainie sąd za zdradę stanu.
To nie koniec zarzutów, bo agent już wcześniej, podczas wyborów prezydenckich 25 maja miał przedostać się do siedziby Centralnej Komisji Wyborczej i uszkodzić kable elektryczne, co miało utrudnić liczenie głosów. Zadania nie wykonał, bo budynek był zbyt dobrze ochraniany.
Zobacz nagranie:
