Jak widać, partia Donalda Tuska nie zapomina o swoich. Drzewiecki tłumaczy się, że prokuratura umorzyła już śledztwo dotyczące „przecieku” o działaniach CBA w związku z aferą hazardową, więc on może oficjalnie wrócić do polityki. Dla byłego ministra nawet ostatnie miejsce nie jest złe. "Miro dwoił się i troił, żeby dostać się do ucha Tuska i Schetyny" - przyznają anonimowo ludzie z władz Platformy.
Dlaczego skompromitowany w związku z aferą hazardową Zbigniew Chlebowski będzie startował w wyborach do parlamentu? "Super Express" podkreśla, że to pośrednio zasługa... kuzyna żony "Mira". Chodzi o Roberta Jagłę, szefa świdnickich struktur Platformy i byłego szefa biura posła Chlebowskiego. Polityk chwali się, że to on układa listy kandydatów swojej partii do parlamentu w swoim okręgu. Sam umieścił się w pierwszej piątce i umożliwia powrót Chlebowskiemu. Po wybuchu afery hazardowej to właśnie Jagła, wykorzystując lukę w statucie Platformy, pomagał Chlebowskiemu utrzymać się w partii. Zawieszony poseł składał wniosek o swoje odwieszenie i za zgodą świdnickiej Platformy znowu był pełnoprawnym członkiem partii. Ale tylko przez chwilę, bo później składał wniosek o swoje zawieszenie. Akcję powtarzał kilka razy. Gdyby tego nie robił, po upływie 3 miesięcy zawieszenia automatycznie straciłby miejsce w partii. A tak cały czas był formalnie "zawieszony".
Co mówi sam Chlebowski? Tłumaczy, że jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji o starcie. I podkreśla, że nie podejmie jej do czasu zakończenia prac przez prokuraturę.