Prowadzący program Konrad Piasecki nawiązując do uroczystości 25-lecia wyborów 4 czerwca 1989 r. rozmawiał o wolności z Janem Rulewskim. - W którym miejscu poszło to za daleko - zapytał reporter nawiązując do przemówienia Bronisława Komorowskiego w trakcie mszy i salwy honorowej nad grobem generała.
- Chodzi o to w jakim miejscu pochowano. Że to jednak są Powązki. Notabene, powiem szczerze, wspomniał pan o tych 6,5 roku: mój bunt przeciwko komunizmowi zaczął się od Powązek. Gdy zobaczyłem tam rozstrzelanych, a potem zrehabilitowanych pilotów różnych dywizjonów walczących ramię w ramię z generałem Jaruzelskim przeciwko komunie. To jest ta nauka historii wyniesiona z Powązek. Myślę, że będzie ona dla innych drogą – powiedział Rulewski.
Zapytany o gwizdy na pogrzebie powiedział, że rozumie, dlaczego ludzie gwizdali.
- Ktoś sprowokował do tych wydarzeń. Ludzie - powtarzam - mają prawo do godności. Oczywiście generał Jaruzelski ma prawo do godnego pochówku. Ale ci, co to organizują, muszą liczyć racje tych, co z rąk generała Jaruzelskiego doznawali różnego rodzaju katuszy - aż do śmierci włącznie – mówił senator w rozmowie z Konradem Piaseckim.
Dziennikarz zapytał Rulewskiego, dlaczego właściwie generałowie, twórcy stanu wojennego i ci, którzy budowali PRL, umierają dzisiaj na szpitalnych łóżkach, a nie w więziennych celach?
- Nie stawiają się na wezwania sądu, a bywają na wczasach czy jakichś konwentach wyborczych... – odpowiedział Jan Rulewski. - Jest to konsekwencja umowy Okrągłego Stołu, w której orzeczono, że rzeczywiście do przeszłości nie będzie się wracać, że dwie nomenklatury - solidarnościowa i komunistyczna - przejmują odpowiedzialność za władzę. Kontrakty tego rodzaju są dopuszczalne, na całym świecie są stosowane, tym niemniej jednak tych kontraktów nie podnosi się do glorii jakiegoś bohaterstwa czy jakiegoś wybitnego wydarzenia - tak, jak w Polsce zrobiono – dodał senator.