Iłłarionow, obecnie związany z waszyngtońskim konserwatywnym ośrodkiem Cato Institute, był jednym z głównym doradców ekonomicznych prezydenta Putina i negocjował przyjęcie Rosji do grupy najbardziej uprzemysłowionych krajów świata (G8). Rozstał się z rosyjskim rządem w 2005 r.
- Celem Rosji jest zdestabilizowanie Ukrainy, zapoczątkowanie wojny domowej i po tym, jak ona przez dłuższy czas potrwa, jeszcze raz ogłoszenie reszcie świata, Europie, że Ukraina nie istnieje dłużej jako niezależne państwo: nie jest prawdziwym państwem, tylko upadłym, bez żadnych poważnych instytucji, bez żadnych umów bezpieczeństwa, gdzie nie ma rządów prawa - uważa Iłłarionow.
Jego zdaniem pierwszym krokiem, by rozpocząć wojnę domową na Ukrainie było strzelanie do ludzi na Majdanie w Kijowie. Drugim krokiem była aneksja Krymu, a teraz ma temu służyć destabilizacja obwodów donieckiego i ługańskiego na wschodzie kraju.
Zwrócił uwagę, że "mapa drogowa" rozwiązania kryzysu ukraińskiego zaproponowana przez szwajcarską prezydencję w OECD nie wspomina w ogóle o Krymie i przewiduje rozwiązania, których od początku chciał Kreml. - To stuprocentowe zwycięstwo Putina zaakceptowane przez Zachód - ocenił Iłłarionow.
Według niego problemem Zachodu jest to, że nie rozumie, iż to co się dzieje między Rosją, a Ukrainą to wojna. Zwrócił uwagę, że we wszystkich publikacjach obecną sytuację określa się mianem "kryzysu ukraińskiego" lub "kryzysu na Ukrainie".