Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Czy kontrwywiad ochroni Rzeczpospolitą?

Ile jeszcze trzeba sygnałów płynących ze świata zachodniego, aby nad Wisłą zauważono prawdziwą skalę aktywności rosyjskiego wywiadu? - pyta w „Gazecie Polskiej” Andrzej Kowalski.

Ile jeszcze trzeba sygnałów płynących ze świata zachodniego, aby nad Wisłą zauważono prawdziwą skalę aktywności rosyjskiego wywiadu? - pyta w „Gazecie Polskiej” Andrzej Kowalski. W mediach rządowego nurtu od lat powtarzane są opinie o tym, że Polska nie jest państwem ważnym dla rosyjskiego wywiadu, że jesteśmy tylko peryferiami, a działa u nas garstka rosyjskiej agentury, która jest na pewno dobrze rozpoznana przez polskie służby kontrwywiadowcze.

Ostatnie komentarze do wypowiedzi szefa Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Hansa-Georga Maassena były dokładnie w tym samym duchu. Szef niemieckiego kontrwywiadu zwrócił uwagę, że nasiliło się działanie rosyjskiego wywiadu SWR i podkreślił, że „żaden inny kraj nie traktuje działalności szpiegowskiej w Niemczech tak poważnie jak Rosja”. Przytoczył także dane wskazujące, że w ciągu roku dochodzi na terenie Niemiec do około stu prób werbunku, a jedna trzecia wszystkich pracowników rosyjskiego przedstawicielstwa w Berlinie ma powiązania z wywiadem. Niemiecki kontrwywiad podkreśla, że agenci rosyjskiego wywiadu szukają kontaktu z osobami, które mają dostęp do informacji NATO, UE i polityki energetycznej Niemiec.

Szacowanie zagrożenia

Roczny raport ABW uchyla rąbka tajemnicy na temat efektów pracy polskiego kontrwywiadu. Co prawda nie ma tam nic o próbach werbunku polskich polityków, ale autorzy raportu napisali, że rosyjskie i ściśle współpracujące z nimi służby białoruskie zainteresowane są w Polsce informacjami dotyczącymi NATO, UE i polityki energetycznej. Czyżby polscy autorzy ściągali z raportu niemieckiego kontrwywiadu? Czy też mamy do czynienia z pewnego rodzaju normą pracy wywiadowczej wywiadów podległych Putinowi? Nie wiadomo tylko, dlaczego w oczach niemieckiego kontrwywiadu jest to poważne zagrożenie, natomiast w Polsce sympatyzujący z rządem eksperci od służb i bezpieczeństwa państwa sugerują, że informacje zdobywane w naszym kraju nie mogą mieć większego znaczenia. Czy osoby rozpowszechniające te poglądy mają jakąś szczególną wiedzę, której posiadanie upoważnia do formułowania niedoszacowanych ocen zagrożenia? Skąd ciasnota spojrzenia, które pozwala na podtrzymywanie tezy, że do Odry rosyjski wywiad prawie nie działa, a za Odrą to dopiero szaleje? Czy to jest pokłosie sprofilowania myślenia przez komunistyczny podział Europy?

Co w raporcie ABW?

Klasyczna penetracja wywiadowcza, rozpoznawana przez kontrwywiad, zawężona jest do sytuacji opisanej przez kontrwywiad niemiecki. Można ją streścić w następujący sposób: w placówce dyplomatycznej część etatów jest obsadzana ludźmi wywiadu, którzy prowadzą swoją pracę dwutorowo. Część informacji przekazują kanałem MSZ-owskim do jednych przełożonych, a inną część informacji, łącznością specjalną, do drugich. Jest to obraz klasyczny i różni się on od życia w podobnym stopniu jak zapasy klasyczne od bójki w barze. Warto jednak podkreślić pewną prawidłowość: tam gdzie kontrwywiad działa ostro, służby skrzętnie chowają się za immunitetem dyplomatycznym.

Dla obserwatora wyczynów polskich służb specjalnych pod rządami PO wysoce prawdopodobna staje się hipoteza, że obecnie rosyjskie służby wywiadowcze w Polsce realizują swoje działania z bardzo szerokim rozmachem, gdyż nie są zagrożone przez polski kontrwywiad. Raport roczny ABW wskazuje – a uzupełniły to media kilka tygodni temu – że polski kontrwywiad zidentyfikował negatywną działalność tylko jednego rosyjskiego oficera i dwóch Białorusinów (oczywiście jeżeli dobrze liczę, bo przekaz na ten temat był trochę niejasny). Biorąc pod uwagę, że w Polsce w 2013 r. działy się rzeczy ważne dla strategicznych interesów Rosji – że wymienię tylko uchwalanie przepisów dotyczących wydobycia łupków, walkę o pakiet kontrolny Grupy Azoty, budowę gazoportu, zakupy wyposażenia i uzbrojenia dla polskiej armii, reformę służb specjalnych, przygotowania do trzech kampanii wyborczych – to efekt pracy kontrwywiadu ABW jest bardziej niż nijaki. A jeśli spojrzymy na to ze świadomością, że wywiad rosyjski na pewno prowadził w Polsce szerokie działania w związku z przygotowaniami do inwazji na Ukrainę, to ocena może być najwyżej mierna.

Agentura wpływu

Przetoczyła się ponad głowami polskich obywateli wymiana różnorodnych poglądów na temat agentury wpływu. Niektórzy byli już przygotowani, aby wskazać konkretne nazwiska. Tymczasem praca agentury wpływu z jednej strony jest bardzo widoczna (siłą rzeczy, w sferze opinii będzie ona współbrzmiała z oficjalną linią Rosji), ale z drugiej wyrokowanie tylko na podstawie czyichś poglądów jest niebezpiecznym uproszczeniem. Umknął jednak w tej dyskusji inny wymiar pracy tej agentury, mianowicie niejawny wpływ na decyzje najważniejszych osób w państwie.

Trudno uwierzyć, ale w polskim kontrwywiadzie prawdopodobnie nikt się tym nie zajmuje. Skąd taki wniosek? Odsyłam do raportów rocznych ABW z ostatnich lat. Nie można znaleźć tam ani słowa, które sugerowałoby choćby, że służby pracują nad tym zagadnieniem. Co więcej, gdy wczytać się w zadania określone w ustawach, to nikt nie znajdzie tam podstaw do tego rodzaju pracy polskiego kontrwywiadu, są nawet silne blokady ustawowe. Czy to przypadek? Bezmyślność autorów ustawy? A może celowe działanie? Jeżeli prawdą okazałyby się stwierdzenia byłego polityka KLD o finansowaniu protoplastów PO z pieniędzy niemieckich, byłaby to sprawa kluczowa dla bezpieczeństwa państwa. Wyobraźmy sobie, że istniały w Polsce siły polityczne, które korzystały z niejawnych funduszy rosyjskich, niemieckich, a może jeszcze jakichś innych państw lub międzynarodowej mafii. Kto w ówczesnym środowisku władzy marzył o silnych służbach kontrwywiadowczych lub antykorupcyjnych? Czy z tej perspektywy nie staje się bardziej zastanawiająca ogromna nieudolność władzy w budowaniu systemu ochrony państwa? Czy w ten sposób nie dochodzimy do właściwego poziomu pytania o agenturę wpływu?

Prawdziwa skala zagrożenia

Wydarzenia na Ukrainie pokazują skalę działań rosyjskich służb specjalnych zarówno w przededniu uderzenia na jakieś państwo, jak i w czasie trwania konfliktu. Mogliśmy obserwować wielopłaszczyznową aktywność, która przede wszystkim była budowaniem sieci niejawnego wpływu na scenę polityczną. Po wydarzeniach na Majdanie było to nie tylko zbieranie danych o ukraińskiej armii, opozycji czy wyłonionych po ucieczce Janukowycza nowych władzach, ale także prowadzenie szerokiej wojny informacyjnej, zakładanie bojówek paramilitarnych i sabotażowych, organizowanie oddziałów zbrojnych, zastraszanie najbardziej niebezpiecznych dla rosyjskich interesów działaczy ukraińskich – poprzez pobicia, tortury czy morderstwa. Ze skoordynowaniem przedsięwzięć ochronnych przy takiej skali zmasowanego działania przeciwnika nie poradzi sobie policja, żandarmeria, firmy ochroniarskie, to nie jest kwestia reagowania kryzysowego czy kompetencja służb utrzymania porządku publicznego. Właśnie w obliczu takiego zagrożenia możemy postawić pytanie, która służba państwowa powinna być przygotowana, aby udźwignąć taki projekt ochronny. W świetle polskiego ustawodawstwa jedyną służbą państwową przeznaczoną do ochrony przed tak skomplikowanym uderzeniem na państwo jest kontrwywiad. Tylko on ma ustawowo przypisane zadania związane ze zwalczaniem aktywności obcych służb specjalnych, a właśnie rosyjskie służby są głównym narzędziem agresji na Ukrainę.

Pytanie o system

Zasadne jest postawienie pytania, czy w ogóle w Polsce istnieje kontrwywiad, który mógłby takie zadanie wykonać. Pytanie trzeba zadać na jeszcze poważniejszej płaszczyźnie: czy istnieje w Polsce system ochrony kontrwywiadowczej? Podkreślam, chodzi o system ochrony kontrwywiadowczej państwa.

Obserwowane w ostatnich sześciu latach działania polskich służb, sparaliżowana praca komisji ds. służb specjalnych, likwidacja stanowiska koordynatora ds. służb specjalnych, proponowane zmiany ustawowe (m.in. podporządkowanie kontrwywiadu ministrowi spraw wewnętrznych i ministrowi obrony) – wszystko to potwierdza, że nikt w obecnym rządzie nie myśli o systemowej ochronie kontrwywiadowczej państwa. Na czym miałaby polegać taka ochrona? Nowoczesny system ochrony kontrwywiadowczej musiałby być w stanie przeciwstawić się operacji podobnej do rosyjskiej inwazji na Ukrainę, której celem jest zdestabilizowanie państwa i zniszczenie jego wizerunku na arenie międzynarodowej. Szczegółów takiego systemu nie można omawiać na łamach prasy, gdyż właściwym miejscem jest pomieszczenie zabezpieczone przed podsłuchem. Można tylko wskazać, że ochrona kontrwywiadowcza to projekt, który obejmuje całą administrację państwową, rządowe projekty badawcze i naukowe oraz przedsiębiorstwa, dla których organem założycielskim jest minister skarbu. Do takiego systemu mogłyby dobrowolnie dołączyć przedsiębiorstwa prywatne, które chciałyby skorzystać z ochrony państwa.

Co dalej?

Ludzie często pytają, czy znowu będzie konieczna przebudowa służb po zmianie władzy. Nie znam na to pytanie odpowiedzi. Wiem natomiast, że zależy ona od tego, co jest w niejawnej części rocznego sprawozdania ABW i co o swojej działalności może powiedzieć SKW.

Jeżeli ta część jest rzeczywiście tak uboga, jak można domyślać się po lekturze przywołanego już raportu, to nie tyle będzie konieczna przebudowa systemu, ile, być może, stworzenie wszystkiego od nowa. Z ujawnionych kierunków polityki Kremla można wnioskować, że przed nami wyzwania, których wielu dzisiejszych funkcjonariuszy nawet sobie nie wyobraża, a już nie mówię o tym, że mieliby się z nimi zmierzyć. Natomiast jeśli chodzi o poziom decydentów politycznych, jedno jest wyjątkowo pewne – budowa systemu kontrwywiadowczej ochrony państwa powinna być zrealizowana przez ludzi, którzy nie są powiązani z zagranicą siecią niejawnych zależności.
 

Autor był p.o. szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane