Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

​Michał Stróżyk uniewinniony

26 listopada br. zakończył się proces w sprawie Michała Stróżyka, dziennikarza „Gazety Polskiej Codziennie”, a jednocześnie szefa sopockiego koła PiS.

26 listopada br. zakończył się proces w sprawie Michała Stróżyka, dziennikarza „Gazety Polskiej Codziennie”, a jednocześnie szefa sopockiego koła PiS. Stróżyk był oskarżony o zorganizowanie nielegalnego protestu pod domem premiera Donalda Tuska. Sąd po prawie trzech latach orzekł, że dziennikarz jest niewinny.
 
Minęły niemal dwa lata od ogólnopolskiej fali obywatelskich protestów przeciwko podpisaniu przez rząd Donalda Tuska traktatu ACTA. W Trójmieście  największa manifestacja w tej sprawie odbyła się 25 stycznia 2011 r. Jej początek miał miejsce w Gdyni, finał - w Sopocie pod domem premiera.
 
Po zakończeniu sopockiego wiecu posypały się mandaty, a kilka osób zostało zatrzymanych przez policję. Wśród nich znalazł się także trójmiejski dziennikarz, Michał Stróżyk. Policjanci nałożyli na niego mandat wysokości 500 złotych. Stróżyk odmówił jego przyjęcia i oskarżył funkcjonariuszy o przekroczenie uprawnień, polegające – według niego - na zatrzymaniu, zakuciu w kajdanki, pobiciu oraz transporcie do aresztu w asyście funkcjonariuszy z odbezpieczoną bronią palną. Z aresztu dziennikarz został zwolniony dopiero następnego dnia rano.
 
Pierwsza instancja nie była łaskawa dla Stróżyka. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście umorzyła postępowanie w sprawie policjantów, a sędzia Anna Lewandowska z Sądu Rejonowego w Sopocie uznała, że dziennikarz „GPC” kierował nielegalną demonstracją. Z tego tytułu nałożyła na niego grzywnę wysokości 100 złotych. Dodatkowo obciążyła dziennikarza pokryciem kosztów sądowych.
 
Innego zdania był Sąd Okręgowy w Gdańsku, który po przesłuchaniu pięciu świadków skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy w Sopocie. Świadkowie zgodnie zeznali, że Michał Stróżyk nie był organizatorem demonstracji, apelował do zebranych, aby nie rzucali śnieżkami w policjantów i nie używali wobec nich niecenzuralnych słów. Zdaniem przesłuchiwanych osób, demonstracja miała charakter spontaniczny. Sąd zbadał również czterdziestominutowy materiał filmowy, na którym utrwalone zostało m.in. lepienie przez manifestantów bałwana oraz skandowanie haseł. Na materiale tym, Stróżyk przemawia tylko kilka minut.
 
Zdaniem sędzi, Anny Potyraj, na podstawie zebranych dowodów nie można orzec, że dziennikarz kierował sopocką manifestacją. Sąd stwierdził, że Stróżyk był wprawdzie uczestnikiem zgromadzenia, przemawiał oraz zachęcał tłum do skandowania haseł, lecz to nie on wystąpił do Urzędu Miasta Sopotu ze zgłoszeniem manifestacji. I dlatego właśnie nie można uznać go za organizatora i prowodyra zajść pod domem premiera.

Policjant, który sporządzał notatki służbowe na podstawie, których w pierwszej instancji ukarano Stróżyka, nie pojawił się na żadnej z trzech rozpraw.
 
Sprawa Stróżyka wywołała ogromne oburzenie nie tylko wśród manifestantów. Przeciwko brutalnemu potraktowaniu dziennikarza przez policję protestowali również sopoccy radni. Ich szczególny sprzeciw wzbudziło zachowanie policji na peronie kolejowym SKM. Podczas sesji Rady Miasta w styczniu 2012 r., pod adresem dziennikarza padły jednak także bardzo ostre sformułowania. Ich autorem był działacz Platformy Obywatelskiej, Marek Bogacki, który nazwał Stróżyka „bojówkarzem” i „zadymiarzem”. Młody polityk Platformy wkrótce po tym zdarzeniu doczekał się stanowiska w Ministerstwie Skarbu.
 

(fot. Wojciech Falgowski)
- Zatrzymanie dziennikarza przez funkcjonariuszy, w celu ustalenia jego tożsamości było ewidentnym przekroczeniem uprawnień policji – twierdzi jeden z byłych sopockich policjantów. - Zarówno mundurowi, jak i urzędnicy sopockiego ratusza doskonale znają Michała Stróżyka. Wiedzą, że organizuje on „dziesiętnice” Katastrofy Smoleńskiej w Sopocie i w związku z tym regularnie składa w ratuszu zgłoszenia manifestacji opatrzone własną fotografią. Bezzasadne zatrzymanie dziennikarza sprowokowało też eskalację agresji manifestantów, którzy próbowali go odbić. A to z kolei doprowadziło do kolejnych zatrzymań. Na szczęście takie metody działania policji już minęły, miejmy nadzieję bezpowrotnie, wraz z odejściem z sopockiej Komendy Miejskiej ówczesnego komendanta – konkluduje rozmówca.
 

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska