Gdy patrzymy na uliczne protesty na Ukrainie, nasuwa się pytanie: czy mamy tam do czynienia z powtórką "pomarańczowej rewolucji"?
Obawiam się, że powtórki z "pomarańczowej rewolucji" nie będzie, a to z tego powodu, że udała się choćby częściowo w pierwszej fazie. Wówczas wspierały jej sukces także siły zewnętrzne. Było bardzo wyraźne zaangażowanie sił politycznych w Polsce, brak niechęci głównych sił politycznych w Europie Zachodniej oraz wyraźne wsparcie USA. Dziś żaden z tych trzech czynników nie istnieje.
Polska władza niestety bardziej sprzyja dziś Rosji niż Ukrainie...
Polska prowadzi politykę wschodnią opartą na zasadzie nowej podległości wobec Moskwy. Odsłoniła się prawda o polityce Radosława Sikorskiego, która nie ma nic do zaoferowania Europie Wschodniej poza pełną kapitulacją wobec Kremla. Jest to jednak polityka zbieżna z głównym nurtem polityki Unii Europejskiej.
Pokazał to sposób prowadzenia negocjacji z Ukrainą w sprawie traktatu akcesyjnego?
On wskazuje wyraźnie złą wolę UE. Postawienie warunku uwolnienia Julii Tymoszenko od początku było przecież warunkiem nie do spełnienia. Byłoby to zgoda na samobójstwo polityczne ze strony rządzącej dziś Ukrainą ekipy. Również Polska nie jest zainteresowana przyjęciem Ukrainy do Unii Europejskiej, nawet w dłuższej perspektywie. Zasadnicza zmiana w USA pokazuje kapitulację tego kraju wobec Władimira Putina. Ameryka nie odgrywa dziś takiej roli, która byłaby pomocna wobec aspiracji prozachodnich na Ukrainie.
To gorzka lekcja dla mieszkańców Ukrainy, którzy nie chcą żyć w prorosyjskim kraju.
Do tego na Ukrainie wszyscy pamiętają, że już raz "pomarańczowa rewolucja" na Ukrainie była. Miała również miejsce kompromitacja jej głównych aktorów: prezydenta Juszczenki i premier Julii Tymoszenko. Zniszczyli się pni we wzajemnej walce, nie poprawiając sytuacji na Ukrainie. To, co obserwujemy na ulicach Kijowa, wydaje mi się bardziej odruchem rozpaczy. Żywiołową reakcją na to, że oto Ukraina została oddana Rosji i nie widać wobec tego alternatywy.
Bardzo dobrze, że Ukraińcy protestują w takiej liczbie. To pokazuje, że w tym kraju nie ma zgody na podporządkowanie się Putinowi. Jeżeli nie ma pomocy z zewnątrz, a część elity jest skorumpowana i kupiona przez Putina, to opór społeczny na Ukrainie jest tym, co powinniśmy dziś docenić. Oni przerabiają przecież - tak znaną również nam - gorzką lekcję izolacji i osamotnienia.