- Gdyby okazało się, że Acronowi udało się zgromadzić 20 proc. udziałów w Azotach, to rzeczywiście według prawa uprawniałoby to do wprowadzenia swojego przedstawiciela do rady nadzorczej. To oznaczałoby, że Acron uzyskuje bezpośrednią informację o wszelkich działaniach spółki, a także zaczyna mieć wpływ na decyzje strategiczne spółki, takie jak podejmowanie inwestycji, czy wypłata dywidendy. To oczywiście jest bardzo zła perspektywa. O ile byłoby to tylko możliwe Azoty powinny unikać takiej sytuacji, dlatego że dalszym krokiem może być pojawienie się przedstawiciela Acronu w zarządzie spółki. Osiągnięcie 20 procent udziałów to na szczęście nie jest jeszcze wrogie przejęcie Azotów przez Acron. Tym niemniej jest to bardzo niebezpieczna sytuacja. Zwracałem uwagę na takie zagrożenie podczas dyskusji w Sejmie z przedstawicielami skarbu państwa, wtedy kiedy sprawa Acronu była publicznie po raz pierwszy rozważana– powiedział poseł PiS Piotr Naimski.
Wydaje się, że Acron usiłuje poprawić swój wizerunek. Próbuje uzyskać długoterminowy kontrakt na dostawę jednego z surowców wykorzystywanego do produkcji nawozów sztucznych. Czy można uznać to jako próbę przejęcia kontroli nad Grupą Azoty?
- Rosyjski Acron jest dysponentem złóż apatytów, surowca, który jest używany przez Azoty do produkcji nawozów fosforowych. Uzyskanie przez Acron długoterminowego kontraktu na dostawę tego surowca dla Azotów, mogłoby oznaczać, że podobnie jak przy dostawach innych surowców z Rosji do Polski, Acron uzyska pozycję dominującą i w ten sposób może mieć wpływ na strategiczne decyzje podejmowane przez właścicieli zarząd Azotów. Azoty powinny zachować możliwość zróżnicowanych kierunków dostaw strategicznego dla siebie surowca – dodaje poseł PiS.