Hanna Gronkiewicz-Waltz walczy na wszystkie sposoby, by przekonać do siebie mieszkańców przed nadchodzącym referendum. Jeszcze niedawno zapowiadała kolejną podwyżkę cen biletów. Skąd ta nagła zmiana? Czy perspektywa zbliżającego referendum zmieniła podejście prezydent do cen biletów? 13 października okaże się, czy mieszkańcy dadzą się „złapać” na kolejne obietnice HGW.
Prezydent zapowiedziała dziś nowe podejście do komunikacji miejskiej i prostszą taryfę. Rodzajów biletów będzie mniej, znikną te najmniej popularne, np. 40-minutowy i 60-minutowy. Nie będzie też klasycznego biletu jednorazowego. Zamiast niego pojawi się bilet 75-minutowy, tzw. przesiadkowy. Będzie kosztować 4,40 zł, czyli tyle samo, co obecnie bilet jednorazowy. Będzie ważny w obu strefach biletowych.
- Chcemy też wycofać się z podwyżki ceny biletu 20-minutowego, on jest bardzo popularny. Nie byliśmy obojętni na głosy tych, którzy uważali, że jego cena jest za wysoka - mówiła Gronkiewicz-Waltz. Bilet taki kosztuje 3,40 zł. Bez zmian ma pozostać też cena biletu dobowego, za który trzeba zapłacić 15 zł.
„Ogromne podwyżki cen biletów” były jednym z zarzutów Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, która zainicjowała akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Waltz.
Gronkiewicz-Waltz zapewniła dziennikarzy, że zmiany w taryfie biletowej nie mają nic wspólnego z referendum w sprawie jej odwołania, które odbędzie się w połowie października. Zaznaczyła, że prace nad wdrożeniem Karty Warszawiaka trwały od kilku miesięcy.
W takim razie jest to dziwny zbieg okoliczności, że dowiadujemy się o tych obniżkach i udogodnieniach dla warszawiaków tuż przed nadchodzącym referendum w sprawie jej odwołania.