Bronisław Komorowski występujący w roli p.o. prezydenta osiągnął znaczący sukces – zjednoczył przeciwko rządzącej PO parlamentarną opozycję i zepchnął do opozycji koalicjanta. Powodem tego konfliktu jest kandydat Platformy na prezesa Narodowego Banku Polskiego, Marek Belka.
Marszałek Sejmu Komorowski zaplanował głosowanie w sprawie wyboru prezesa NBP na 11 czerwca. Kandydaturę byłego premiera ma zaopiniować w środę 9 czerwca Sejmowa Komisja Finansów Publicznych. Sejm głosowałby ją dwa dni później. Jednak Komorowski ma małe szanse, aby cel osiągnąć. Oba opozycyjne kluby parlamentarne – PiS i SLD, wspólnie z koalicjantem PSL, zamierzają zablokować ten plan. Zgadzają się w jednym – kandydatura nowego prezesa NBP nie powinna być głosowana przed wyborami prezydenckimi. Pierwszą trudnością dla Komorowskiego będzie wprowadzenie propozycji powołania szefa NBP pod obrady Sejmu. Aby wprowadzić taki punkt w trakcie posiedzenia, klub parlamentarny PO potrzebuje zgody trzech pozostałych klubów. Te jednak zgodnie zapowiadają sprzeciw. Jeśli ten sprzeciw stanie się faktem, Bronisław Komorowski ma dwie możliwości. Albo wycofać wniosek, albo mimo sprzeciwu poddać go pod głosowanie na posiedzeniu plenarnym Sejmu. Wycofanie wniosku to odłożenie go do jesieni, sam marszałek to podkreślił na spotkaniu z dziennikarzami 27 maja. Oczywiście jeśli Bronisław Komorowski zostanie prezydentem. Głosowanie na najbliższych obradach sejmowych to pewna przegrana PO. I „spalenie” na przyszłość kandydatury Marka Belki.
Dlaczego nie chcą Belki?
Odłożenie głosowania na termin późniejszy leży głównie w interesie SLD. Lewica potraktowała tę kandydaturę jako grę wyborczą przeciwko Grzegorzowi Napieralskiemu. Niektórzy posłowie Sojuszu zapowiedzieli, że ich klub poprze Marka Belkę, jeśli jego kandydatura będzie głosowana po pierwszej turze wyborów. Bartosz Arłukowicz przyznał, że nie można Markowi Belce odmówić doświadczenia. Jednak „polityk pełniący obowiązki prezydenta powinien przeprowadzić najpierw konsultacje z siłami parlamentarnymi w celu omówienia kandydatury, która skądinąd jest bardzo dobra”. Tylko jest pytanie, kiedy powinno się nad nią głosować. Nieoficjalnie decyzję Komorowskiego posłowie Sojuszu ocenili znacznie ostrzej. Poseł Marek Wikiński nie ukrywał, że jest ona zaskakująca, a „marszałkowi puszczają nerwy i nie chce poczekać, aby naród w demokratycznych wyborach dał prezydentowi mandat do desygnowania kandydata na szefa NBP”.
Politycy PiS podkreślają, że jest wiele argumentów przeciwko kandydaturze Belki. Niektórzy uważają, że tryb jej zgłoszenia mógł być niezgodny z konstytucją, gdyż jej przepisy, podobnie jak ustawa o Radzie Polityki Pieniężnej i NBP, nie określają, czy zastępujący prezydenta RP marszałek sejmu przejmuje wszystkie jego kompetencje. Adam Bielan w śniadaniu politycznym radiowej Trójki stwierdził, że według jego partii decyzja w sprawie kandydatury Belki jest czysto polityczna. Inny polityk PiS powiedział nam, że choć Belka ma kompetencje do pełnienia funkcji szefa NBP, to jego wybór nie wpłynie na stabilizację rynku finansowego w kraju, gdyż jest to zależne od uwarunkowań międzynarodowych. Przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Marek Kuchciński powiedział mediom: „Mamy wątpliwości, czy czas kampanii wyborczej jest czasem właściwym, żeby podejmować decyzję o wyborze prezesa NBP”. Podobnie krytyczne, ale jednocześnie powściągliwe stanowisko przedstawił prezes Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem „tak ważne stanowisko jak prezesa NBP powinno być rozstrzygnięte po wyborach”.
Weto i atak koalicjanta
Najostrzejszy atak na kandydaturę Belki przypuściło koalicyjne PSL. Wicepremier Waldemar Pawlak uznał wprost, że Komorowski przekroczył swoje kompetencje, jako osoba tylko zastępująca głowę państwa rekomendując kandydata na szefa NBP. To daleko wykracza poza art. 131 ust. 2 konstytucji, który wyraźnie określa tymczasowe wykonywanie obowiązków prezydenta przez marszałka. Dokonanie wyboru szefa NBP z jego inicjatywy narusza tymczasowość. Wicemarszałek sejmu Jarosław Kalinowski zapowiedział, że prezes PSL zarekomenduje klubowi stronnictwa głosowanie przeciwko tej kandydaturze. Ludowcy wypominają Belce jego szkodliwą dla gospodarki polskiej politykę, gdy był ministrem finansów oraz premierem w rządzie SLD. Zwłaszcza nadmierny fiskalizm, w tym wprowadzenie podatku od zysków kapitałowych (krytykowany powszechnie „podatek Belki”).
Wątpliwości we własnych szeregach
Marszałek Komorowski twierdzi, że decyzję w sprawie kandydatury Belki podjął samodzielnie, choć informował o niej premiera Tuska i ministra finansów Rostowskiego. Obaj „nie partycypowali w tej decyzji”. Premier nawet powiedział dziennikarzom, że „Komorowski nie konsultował tej decyzji ze mną, nie jest rolą głowy państwa konsultowanie z rządem propozycji kandydata na szefa NBP”. Natomiast entuzjastycznie o niej wypowiedział się minister finansów Jan Rostowski. To zrozumiałe, jako szef finansów rządowych miałby w Belce partnera prowadzącego dogodną dla rządu politykę pieniężną. Przywódcy PO zgodnie oceniają, że Belka byłby „ponadpartyjnym” prezesem NBP, a co więcej – „nieuwikłanym w żadne układy”. Tymczasem jeszcze niecałe pięć lat temu sam Donald Tusk nawoływał do rezygnacji Marka Belki z funkcji premiera, krytykował jego fatalną politykę gospodarczą, a jeszcze bardziej – cyniczną postawę wobec własnej, co najmniej niejasnej przeszłości. Dziś dla PO Marek Belka to „wspaniały ekonomista i człowiek”, jak to określił wicemarszałek Niesiołowski. Nasi informatorzy z PO jednak powiedzieli, że w partii są zdecydowani przeciwnicy Belki, właśnie z powodu jego przeszłości, która „jest bardzo negatywna, co wynika z pewnych dokumentów”. A także z jego bliskich kontaktów z Aleksandrem Kwaśniewskim. Oficjalnie w klubie PO mówi się, że ta kandydatura „bywa lekko kontestowana przez kolegów partyjnych (z Platformy)”. Marszałek Komorowski wyjaśnił w specyficzny sposób: „Jest wiele osób zawiedzionych w swoich nadziejach związanych z tym, że jeśli mamy władzę, to rozstrzygamy ją na rzecz własnego zaplecza politycznego. Tak nie powinno być, bo sprawą najważniejszą jest niezależność banku centralnego. Niezależność przede wszystkim od tych, którzy sprawują władzę. (…) Ta kandydatura jest niewątpliwie politycznym gestem otwarcia”.
Jest to gest polityczny, który może być dowodem otwarcia na różne środowiska. Pytanie tylko, na jakie.
Otwarcie na lewicę, czyli na układ Kwaśniewskiego
– To jest niewątpliwie gest w stosunku do środowisk lewicowych – uściślił Komorowski. I tak wyszło szydło z worka – jednak Marek Belka nie jest apolityczny, przeciwnie, jest osobistością ważną dla środowisk lewicowych. Lewicowych w specyficzny sposób, bo reprezentowanych przez układ Kwaśniewskiego i niektórych przedsiębiorców. Zachwycony kandydaturą jest szef Konfederacji Pracodawców Polskich, Andrzej Malinowski. Podobnie jak niektórzy przedstawiciele środowisk bankowych, Ryszard Petru, dyrektor BRE Banku ds. Strategii i Nadzoru Właścicielskiego, prof. Witold Orłowski oraz prof. Bogusław Grabowski, b. członek Rady Polityki Pieniężnej, kolega Belki z Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego. Ale wśród przedsiębiorców i ekonomistów kandydat Komorowskiego ma też zdecydowanych przeciwników. Bartosz Pawłowski, strateg walutowy BNP Paribas w Londynie, powiedział nam: – To ryzykowne zagranie PO. Szykuje sobie poważnego krytyka i przeciwnika na już niedaleką przyszłość. Będzie nawoływał do zacieśnienia polityki fiskalnej i ostrej redukcji wydatków budżetu.
Krytyczny jest też Robert Gwiazdowski z Centrum Adama Smitha. Podkreśla, że ten kandydat na prezesa NBP to poważny znak, że PO szuka sojuszu z lewicą. Podkreśla też, że osobiście nie zgadza się z panem profesorem Belką w ocenie Miltona Friedmana oraz polityki ekonomicznej Reagana.
Belka bowiem w dwóch swoich książkach, z 1986 i 1991 r., skrytykował koncepcje gospodarki wolnorynkowej. Są też ekonomiści amerykańscy, jak H. Ferguson, którzy wytknęli Belce zupełnie mylne oceny stanu euro. Mianowicie kandydat PO na szefa banku centralnego, jako jeden z dyrektorów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, 2 grudnia 2009 r. prognozował, że wartość euro w stosunku do dolara będzie w dalszym ciągu zdecydowanie wzrastać. Jak wiadomo, jest akurat odwrotnie. Co nie przeszkadza, aby prof. Belka w początkach maja br. stwierdzał, że przyjęcie przez Polskę euro jest korzystne. Tyle że na razie nie ma sprzyjających okoliczności, aby o tym rozmawiać, gdyż w strefie euro „pojawiły się pewne perturbacje”. Tak eufemistycznie nazywa poważny kryzys waluty Eurolandu, akcentując, że Polska w żadnym razie nie powinna rezygnować z przystąpienia do strefy euro. I to zapewne jest głównym powodem, dla którego środowiska euroentuzjastów i lewicy związanej z układem Kwaśniewskiego chcą, aby Belka został szefem NBP.