Sobotni mecz z Zagłębiem Lubin był podsumowaniem upadku Wisły w tym sezonie. Obrońcy popełniali katastrofalne błędy. W ataku wiślacy nie mieli pomysłu, jak rozegrać akcję. Maor Melikson snuł się po boisku. Daniel Sikorski się ośmieszał. W Wiśle nie zazębia się nic, to nie jest nawet drużyna, to 11 zawodników biegających po boisku bez celu.
Bogusław Cupiał tak słabej drużyny chyba jeszcze nie widział. Właściciel Wisły po zwolnieniu Michała Probierza dał szansę prowadzenia zespołu Tomaszowi Kulawikowi, legendzie klubu. Brakuje mu jednak charyzmy, jaką musi cechować się szkoleniowiec tak wielkiego klubu. Od paru tygodni krąży plotka, że do przejęcia Wisły szykuje się Franciszek Smuda. Wbrew pozorom nie byłaby to zła decyzja, Smuda znany jest z twardej ręki, a chyba właśnie taka potrzebna jest zmanierowanym piłkarzom z Krakowa.
Jest jednak pytanie, czy Smuda w ogóle będzie miał ochotę przejąć tak słaby zespół. Sergiej Pareiko nie jest już tak pewnym bramkarzem jak dwa lata temu. Boczni obrońcy Marko Jovanović i Jan Frederiksen swoją grą kwalifikują się co najwyżej na młodą ekstraklasę. Po Cezarym Wilku i Radosławie Sobolewskim nie widać już tej zaciętości i ducha walki, które ciągnęły drużynę w trudnych momentach. Maor Melikson i Cwetan Genkow grają tak, jakby musieli robić to za karę. A Daniel Sikorski jest bardziej śmieszny niż dobry. Wychowankowie, który mieli w tym sezonie stanowić o sile zespołu, czyli Michał Chrapek i Michał Szewczyk, na razie zawodzą. Po rundzie jesiennej wiślacy są na 12. miejscu w tabeli. Nad znajdującymi się w strefie spadkowej GKS i Podbeskidziem mają 12 pkt przewagi, więc Wiśle spadek raczej nie grozi. Krakowianie powinni jednak mierzyć wyżej. Możliwe, że w zimie w klubie nastąpi rewolucja.