Taki Jarosław Kuźniar, niby młody facet, a trąci myszką. W poniedziałkowy poranek TVN24 próbuje się dopytać u mecenasa Kruszyńskiego, człowieka skądinąd przyzwoitego, czy powinno się wsadzać za kratki uczestników Marszu Niepodległości, którzy mają niewłaściwe poglądy. Np. nacjonalistyczne. Mecenas Kruszyński wije się jak piskorz, powtarzając, że w demokracji jest wolność poglądów, chyba że odbywa się to „na granicy”. Nie będziemy dociekać, na której granicy i czego, bo mamy się cieszyć, świętować wespół w zespół, razem z „głową państwa” i całą gromadą jego urzędników.
Pląsy biało-czerwonych zajączków
Żyjemy w kraju stetryczałych ideologów, karmiących i siebie, i niestety masy ludowe miast i wsi, frontem jedności narodu, co to ponad podziałami dąży do katastrofy. To będzie bardzo piękna katastrofa i władza życzy sobie, wręcz o tym marzy, żebyśmy poszli na dno wszyscy razem, zjednoczeni pod sztandarami PO i jej koalicjantów z PSL, SLD, Ruchu Palikota, PJN i Polski co to jest Solidarna z prezydentem Komorowskim. O stetryczeniu władzy i jej Salonu świadczy bajdurzenie o potrzebie radosnego obchodzenia Święta Niepodległości, bo to okazja do okazania optymizmu. Wszak 94 lata temu odzyskaliśmy niepodległość. No właśnie, i co z tego, panowie z domu starców? No to, że jak zaproponował Tomasz Nałęcz, bystry doradca Komorowskiego, na takie obchody warto by się przebrać za biało-czerwonego zajączka i podskakiwać z uciechy.
Piszę o ideologicznych starcach, wśród których nie brak młodych, przedwcześnie podstarzałych, bo mam do tego pełne prawo. Po pierwsze, jestem w stosownym do tematu wieku, po drugie, szanuję ludzi starych, ale normalnych, a po trzecie, żal mi młodzieży robionej w konia przez dyrygentów naszego życia gospodarczego, politycznego i kulturalnego. No więc co z tymi zajączkami? W dobrych, prywatnych domach starców można by poprzebierać staruszków i staruszki za zajączki, pieski oraz kotki i urządzić pląsy z towarzyszeniem piosenki „Ech Kalinka, Kalinka, Kalinka maja!”. W życiu nie da się tego zrobić. Ale można dać przykład. Na czele prezydenckiego pochodu w Dniu Niepodległości szedł, ma się rozumieć, sam prezydent wraz z małżonką. I szły też Ewa Kopacz i Bufetowa, a jakże. Sama śmietanka towarzystwa od siedmiu boleści. Mogę sobie wyobrazić Bronisława Komorowskiego w kostiumie zająca, może być biało-czerwony, jak podskakuje z uciechy. A obok kroczy największy kotylion świata, pretendujący do Księgi rekordów Guinnessa, tzw. pierwsza dama. Pani Komorowska jako biało-czerwony kotylion, to by zrobiło wrażenie na narodzie, a Kasia Tusk na swoim portalu prezentowałaby ciuszki w formie kotylionów, np. kostiumy kąpielowe. No i te zajączki – w sam raz dla lemingów, którym nadmierne samozadowolenie odebrało rozum.
Starsi panowie dwaj
Dla podniesienia walorów późnego wieku do głosu został poproszony prof. Zbigniew Brzeziński. Były doradca byłego prezydenta Cartera, który dostał pokojowego Nobla i stracił szacunek narodu amerykańskiego, bo był najgorszym prezydentem w historii. Staruszek Brzeziński nawymyślał w TVN24 różnym warstwom społeczeństwa, które nie rozumieją, że w interesie Rosji jest zniszczenie Polski, jak się nie uspokoją i nie poprą PO i jej sukcesów na każdym polu. Zbigniew Brzeziński ma 85 lat i Białego Orła i jest znany z tego, że coś tam pełnił w Stanach Zjednoczonych.
A Stany Zjednoczone potęgą są i jak jakiś Polak coś tam znaczy, czy raczej znaczył, trzeba to uczcić i kazać czcić narodowi. To trafia na podatny grunt, bo my lubimy być dumni z naszych za granicą. Tylko że zagranica nie jest dumna, bo ma swoich bohaterów. I naszych, o których warto pamiętać w Dniu Niepodległości: Kościuszkę, Pułaskiego, Helenę Modrzejewską i paru innych. Ale to już przeszłość. Od zakończenia II wojny światowej mamy tylko Brzezińskiego. A prof. Brzeziński pełni rolę narzędzia w rękach ideologicznych starców III RP. I prości obywatele wpadają w zachwyt: mamy naszego człowieka w Ameryce. No i jeszcze Obamę, który zniesie wizy dla Polaków. Albo i nie, ale za to zadzwonił do prezydenta Komorowskiego, żeby mu złożyć życzenia z okazji Święta Niepodległości. A mało brakowało, żeby nie zadzwonił, bo zapomniał podziękować prezydentowi za gratulacje. Jak się okazuje, święta narodowe mają też swoje dobre strony, zwłaszcza dla władzy.
Ale zostawmy w spokoju Brzezińskiego, zajmijmy się krajowym starcami. Były premier i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Jerzy Buzek nie jest tak stary jak nasz rodak z USA, bo ma tylko 72 lata, a zachował się w telewizji Kuźniara jak stetryczały staruszek. Buzek chciałby, żeby te demonstracje „z okazji” mijając się, machały do siebie, no niby żeby się pozdrawiały przyjaźnie. I radośnie. Z gatunku: hej, jak się macie. Jesteśmy razem, choć osobno. Nieważne. Ważne, że ktoś, kogo można było uważać za człowieka rozsądnego, zachował się jak staruszek, który stracił kontakt z rzeczywistością, bo zbyt długo żył w odosobnieniu. No cóż, kariera, nie tylko polityczna, ma w sobie coś z odosobnienia, duchowego, a także moralnego.
Mierne zaszczyty, fałszywe tytuły
Karierowicze w wieku starczym to dopust Boży. Osobiście nie dziwię się zwykłym staruszkom, rozdzielającym laską razy różnym młodym blokującym wejście do autobusu, wymyślającym chuliganom ulicznym czy chandryczącym się ze sprzedawczynią o podobno źle wydaną resztę czy nieświeży pomidor, jedyny, na jaki ich stać. To jest dobre prawo ludzi starych, schorowanych, opuszczonych przez najbliższych, bezradnych. Natomiast przyprawiają mnie o mdłości różni profesorowie, byli premierzy i reżyserzy, gromiący z telewizyjnych ekranów i mównic inaczej myślących i inaczej widzących świat – dyplomatołków, frustratów, dewiantów i innych „wstrętnych” ludzi z polskiej opozycji. Im się wydaje, że osiągnęli takie wyżyny moralności i wszechwiedzy, że im wszystko wolno. Wolno im lżyć porządnych ludzi, bo oni są autorytetami, poodznaczanymi i nagrodzonymi, wręcz nadludźmi.
A w rzeczywistości są politycznymi emerytami i tak jak ich młodsi naśladowcy, ludźmi wypranymi z idei, nadziei i perspektyw na przyszłość. Żyjącymi dniem dzisiejszym, tu i teraz i krzątającymi się za własnymi interesami, za gromadzeniem dóbr i zaszczytów, nawet jeśli te dobra są krótkotrwałe, a zaszczyty mierne i niezasłużone. A tytuły fałszywe. Osiągnięcia również. Zastanawiam się, jak się ci ludzie czują, kiedy widzą dziesiątki tysięcy demonstrujących obywateli, przepełnionych patriotyzmem i narodową godnością. Myślą sobie: ale to idioci, nie wiedzą, co jest treścią życia, narażają się na prześladowania, w imię czego? My wiemy, co jest dobre, dobre jest to, co jest dobre dla nas. Dobre jest życie karierowicza, telewizyjnego Kuźniara, telewizyjnego Bartoszewskiego i Brzezińskiego oraz Wajdy. I różnych idiotów paplających o jedności ponad podziałami. Jakichś socjologów, psychologów i politologów. Że to niby trzeba iść na kompromis z władzą w sprawach najważniejszych dla państwa. A to oznacza, że to nie władza ma iść na kompromis z opozycją, tylko wręcz odwrotnie. A dlaczego? To proste, bo władza chce dobrze, a opozycja źle.
Naród młody duchem i odważny
I tak pląsamy w ideologicznym domu starców, który zafundowaliśmy sobie dokładnie 67 lat temu. Mieszkają w nim i starzy, i młodzi, przedwcześnie uwiędnięci w oparach cynizmu i dyktatury głupoty. Dla nich patriotyzm, dbałość o dobro ojczyzny, o jej pomyślność i rozwój to puste pojęcia, mrzonki utrudniające pełnienie władzy.
W prawdziwym Marszu Niepodległości szli ludzie młodzi i starzy, całe rodziny i było ich nieporównanie więcej niż w marszu Komorowskiego. I nie zraziły ich policyjne prowokacje w stylu ZOMO. Co to znaczy, panie i panowie z ideologicznego domu starców? To znaczy, że naród polski jest w swej druzgocącej większości młody duchem i odważny. Więc pora, żebyście zamknęli drzwi od swojego domu opieki, wzięli się za rączki i udali w pląsy, śpiewając: hop, hop, trallala. Nic nam nie zrobi opozycja zła! I można to zrozumieć, bo najbardziej boicie się swoich przyjaciół. Tych ze Wschodu i tych z Zachodu.