We wrześniu 1946 r. żołnierze „Bartka" zostali podstępem zwabieni z Podbeskidzia na Opolszczyznę. Ubecka prowokacja nosiła kryptonim „Lawina", od pseudonimu agenta MBP Henryka Wendrowskiego, oficera Okręgu Białystok AK, który po aresztowaniu w 1944 r. związał się z sowieckim kontrwywiadem wojskowym Smiersz. Podczas spotkania w okolicach Baraniej Góry „Lawina", podający się za oczekiwanego przełożonego z centrali NSZ, przekonał „Bartka" do ewakuacji żołnierzy na Zachód.
Flame przystał na takie rozwiązanie z kilku powodów: miał coraz większe problemy aprowizacyjne i łącznościowe, nie widział też nadziei na wojnę Zachodu z Sowietami. Po przetransportowaniu na Opolszczyznę nieświadomych niczego żołnierzy poczęstowano alkoholem ze środkami nasennymi, a potem wysadzono w powietrze w zaminowanych budynkach. Inna wersja mówi o ogłuszeniu granatami i zabijaniu strzałem w tył głowy nad wcześniej wykopanymi dołami śmierci.
Kto mordował żołnierzy „Bartka"? Jednostki sowieckie przy udziale funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa z Katowic. Henryk Flame uniknął prowokacji, ale wolnością cieszył się tylko przez chwilę. Ujawnił się 11 marca 1947 r., a 1 grudnia 1947 r. już nie żył, zastrzelony w restauracji w Zabrzegu pod Czechowicami przez „chorego psychicznie" milicjanta Rudolfa Dadaka. Ten rzecz jasna nie działał sam, bo restaurację obstawiała bezpieka. Amnestia gwarantowała „Bartkowi" uniknięcie kary, ale ludowa władza musiała się zemścić, wyeliminować groźnego przeciwnika.
Henryk Wendrowski, który doprowadził do okrutnej śmierci ok. 200 żołnierzy Henryka Flamego, dosłużył się stanowiska wicedyrektora Departamentu III MBP i stopnia pułkownika. Wykorzystywany do innych prowokacji, po zwolnieniu z bezpieki w 1968 r. został ambasadorem PRL-u w Danii. Zmarł w Warszawie w 1997 r. jako zasłużony, dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.
Katowicki oddział IPN-u po dziewięciu latach umorzył śledztwo w sprawie zamordowania partyzantów NSZ-etu ze względu na śmierć sprawców. Tymczasem jeden z nich żyje do dziś. To Bronisław Szymański, urodzony w 1922 r. w Omsku. W czasie wojny oddelegowany przez NKWD do 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, trafił następnie do centrali MBP. Był kierownikiem sekcji śledczej w areszcie na Mokotowie. Brał również udział w rozpracowaniu oddziałów partyzanckich WiN-u działających na ziemi chełmsko-włodawskiej. Ich dowódca Edward Taraszkiewicz „Żelazny" 6 października 1951 r. zginął w walce z 800-osobową grupą UB i KBW w Zbereżu nad Bugiem.
W 1954 r. Szymański został odwołany do ZSRS. I choć objęło go śledztwo IPN-u, „pomimo podjęcia wielu działań nie ustalono miejsca jego pobytu". Jednak według wiarygodnych źródeł ten sowiecki kat Polaków mieszka w Łucku na Wołyniu. A to przecież zaprzyjaźniona z Polską Ukraina. A więc przyjaciele Ukraińcy, wydajcie nam kata Szymańskiego!
Autor jest publicystą, szefem działu opinie „Super Expressu", autorem książki „Bestie" o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych
