Wujek posiadał ogromną mądrość życiową. Miał też wielkie serce. Mimo że służył w wojsku – był bardzo zasłużonym lekarzem Wojskowej Akademii Medycznej – zawsze widziałam w nim przede wszystkim humanistę. Interesowała go historia. Pamiętam, że nawet gdy opowiadał o wydarzeniach bardzo odległych w czasie, to można było odnieść wrażenie, że sam był ich uczestnikiem. Myślę, że niewiele osób mogło się z nim równać w znajomości historii naszych przodków. To wujek pomagał przygotować się mojej Mamie do wystąpienia, które miała wygłosić w Katyniu – wspomnienia o moich stryjecznych dziadkach, którzy podobnie jak ponad 20 tys. Polaków zostali zamordowani na rozkaz Stalina.
Od kiedy pamiętam, Konrad Mackiewicz starał się pielęgnować rodzinne więzy, utrzymując bliski kontakt ze wszystkimi krewnymi. Zawsze podkreślał, jak ważną wartością jest Rodzina.
Kochał zwierzęta, miał też duże poczucie humoru. Przez ostatnie półtora roku bardzo ciężko chorował. Wiara, determinacja, wola życia i ogromna ilość planów dawała mu siłę, aby się nie poddawać i przez wiele miesięcy, mimo cierpienia, nie rezygnować ze swoich obowiązków.
Wujek Konrad był dla mnie niezwykle bliską osobą. Po śmierci moich rodziców powiedział do mnie: „Jestem dla Ciebie jak Twoja Mama, tylko w spodniach", i muszę przyznać, że czułam z jego strony prawdziwie rodzicielską troskę i ciepło. Dla moich córeczek był ukochanym wujkiem. Zawsze starał się im sprawiać przyjemność, dobierając kupowane im książki do ich charakterów. Był czuły, a kiedy trzeba stanowczy. – Nikt go nie zastąpi – powiedziała moja starsza córka Ewa. To prawda.
