Polska potrzebuje poważnej rozmowy na temat tego, co zdarzyło się w Smoleńsku, tyle że eksperci z komisji Millera tego nie zapewnią. Taka rozmowa już zresztą się odbywa właśnie dzięki ludziom, którzy włączyli się w prace zespołu Macierewicza. Niemniej tęsknota Nałęcza za „autorytetami" z komisji Millera jest uzasadniona. Ślad po nich zaginął, a propaganda prezydencko-rządowa rozpaczliwie wygląda ratunku. Właśnie tej rozpaczy można przypisać pomysł wielkiej konferencji, który prof. Nałęcz zgłasza wbrew zaleceniom, by Smoleńsk przemilczać. Tyle że zderzenie na argumenty mogłoby dla „autorytetów" okazać się miażdżące naukowo i kompromitujące etycznie. Eksperci komisji Millera pochowali się w mysie dziury i Nałęcz musi radzić sobie sam.
