Z cienia wyłoniły się kolejne nieopowiedziane historie, skrzywdzonych przez państwa polskie i rosyjskie, żon, mężów, córek i synów, bratanków i wnuków ofiar katastrofy. W sobotnim posiedzeniu zespołu parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską wzięło udział kilkanaście nowych osób. Dotychczas milczeli. Czarę goryczy przelało obwinianie ich za cudze błędy. I bezsilność wobec faktu, że nie wiedzą, nad czyim grobem odmawiają modlitwy.
Dlatego wczoraj wspólnie stanęli w szeregu, aby walczyć przeciwko Państwu, które ich "upokorzyło i zawiodło". "Okłamało i obrzuciło błotem z lotniska Siewiernyj". Pozwoliło na zbezczeszczenie ciał ich najbliższych i pomylenie trumien. Nie domagało się sprawiedliwości, kiedy otrzymało z Moskwy sfałszowaną dokumentacje medyczną. Zaufało Rosjanom „na słowo” i nie zajrzało do trumien. Zgodziło się na narrację, że „jak walnęło to się urwało”. Nagrodziło stanowiskami i awansami winnych szeregu zaniedbań. Państwu, które wciąż nie ma sobie nic do zarzucenia.
Niektórzy przyznali to wczoraj po raz pierwszy, znajdując siłę, aby pojawić się w Sejmie i mówić o rzeczach, które powinny na zawsze pozostać za kurtyną milczenia, tak były intymne. Zrozumieli jednak, że mogą wygrać, ale tylko jeśli staną do tej walki wspólnie.
Domagają się kolejnych ekshumacji i ukarania winnych. Rzetelnego śledztwa i międzynarodowych ekspertów. Nie wykluczają, że złamią prawo ujawniając akta sprawy, by obnażyć „poziom barbarzyństwa”. Nazywają śledztwo smoleńskie katyńskim dostrzegając zbyt wiele analogii. Przyjmują przeprosiny premiera, ale domagają się, "aby poniósł odpowiedzialność za to jak potraktowało ich Państwo pod jego rządami". Mówią otwarcie, że spotkała ich "druga katastrofa smoleńska".
Chcą nie tylko wiedzieć kto, w którym grobie faktycznie spoczął, ale przede wszystkim czemu w nim leży. Nie mówią o zemście czy nienawiści, ale domagają się prawdy. Dlatego stają w jednym, z każdym dniem co raz dłuższym szeregu, z otwartą przyłbicą.
Wczoraj się uśmiechali, bo wiedzą, że tę walkę, choć będzie długa i ciężka, wygrają. Jednoczesnego krzyku kilkudziesięciu osób, które domagają się prawdy już nie da się zagłuszyć nazywając ich „oszołomami”. Są nimi Ci, którzy widząc co się dzieje, milczą.
