Tego samego zdania są także osoby, których bliskich już ekshumowano, m.in. Małgorzata Wassermann, Beata Gosiewska, Janusz i Piotr Walentynowiczowie.
– Nikomu z nas nie jest dziś dana pewność, że staje nad grobami swoich bliskich – mówi Ewa Kochanowska. Podobne obawy ma Magdalena Merta.
– Mam ogromne wątpliwości co do tożsamości osoby, która jest złożona w naszym rodzinnym grobie. Nie wiem, czy to mój mąż – mówi.
Jacek Świat to, co się obecnie dzieje, nazywa drugą katastrofą smoleńską. – Od ponad dwóch lat jesteśmy skazywani na upokorzenie – mówi.
Według Małgorzaty Wassermann niemożliwe jest zakończenie postępowania bez przeprowadzenia sekcji zwłok wszystkich ofiar. – Bez tego rodziny nigdy nie zaznają spokoju – dodaje Dariusz Federowicz.
Część rodzin, z którymi rozmawialiśmy, nie chce się wypowiadać w mediach. Przyznają jednak, że w ostatnich dniach w ich głowach zrodziło się wiele wątpliwości. Mówią, że jeśli taka będzie wola większości – a byłoby to niezbędne dla dobra śledztwa – zadeklarują się głośno w tej sprawie, „stojąc w szeregu razem z tymi, którzy walczą o prawdę o katastrofie”.
– Rodziny mają prawo do ekshumacji, ponieważ mają prawo do prawdy. Moje wcześniejsze określenie, że ekshumacja jest szaleństwem, było krzywdzące i niepotrzebne – przyznał niedawno w „Gazecie Polskiej” ks. Henryk Błaszczyk, który był obecny przy zamykaniu trumien w Moskwie.
Więcej w sobotniej "Gazecie Polskiej Codziennie"
