Do opisu rzeczywistości Ziemkiewicz nie używa emocjonalnych słów kluczy typu „zaprzaństwo”, „zdrada”, wystarczają mu często bliższe rzeczywistości pojęcia, takie jak „małość” i „głupota”. Dlaczego w 1989 r. komuna musiała oddać władzę? Co sprawiło, że politycy Solidarności byli na to całkowicie nieprzygotowani?
Jak to się stało, że Wałęsa z Geremkiem, Kuroniem i Michnikiem w trzy lata zmarnowali całkowicie bezgraniczne zaufanie Polaków, tak że już w 1993 r. demokratyczne wybory mogli wygrać komuniści?
Ziemkiewicz pokazuje aktorów tego dramatu, który dziś prostą drogą prowadzi nas po raz kolejny do utraty niepodległości: pseudoelity, „resztki Polski przedwojennej”, Wałęsę i Familię, postkomunę, popeerelowskie mafie, oligarchów i wreszcie najważniejszego uczestnika najnowszej polskiej historii – polactwo.
Skąd się wzięło polactwo? Jedni szli do lasu walczyć za ojczyznę, inni szli, by poległych powstańców obdzierać z butów. Naturalną koleją rzeczy tych pierwszych było coraz mniej, aż w końcu wyginęli, a drudzy mnożyli się i w końcu przyniesiono im ustrój na ich miarę. Socjalizm narzucony knutem i naganem czekisty stopił się z pańszczyźnianą mentalnością Polaka i stał się jego drugą naturą, a naród ongiś słynący z niezłomnej walki o wolność dziś spontanicznie stawia pomniki Gierkowi, wielbi Jaruzelskiego i masowo głosuje na funkcjonariuszy obalonego reżimu. „Staliśmy się polactwem, bo z nas polactwo zrobiono, ale pozostaliśmy nim po uzyskaniu niepodległości już z własnego wyboru”.
Czystym fuksem odzyskaliśmy niepodległość w 1989 r. Polski zryw trwał jednak tylko kilka lat. Ten czas wystarczył, by Polacy znienawidzili samych siebie, wolny rynek, kapitalizm i zaczęli restytuować PRL. W 1993 r. wybrali komunistów, a w 1995 r. polactwo wpadło w trwający 10 lat szał uwielbienia do żałosnego aparatczyka o życiorysie drobnego cwaniaczka. Co się stało z polskim bohaterskim oporem przeciwko komunizmowi, z Solidarnością, z naszą wiarą? – pyta Ziemkiewicz.
Był moment, w którym można było odwrócić skutki bolszewickiej inżynierii społecznej. Po 1989 r. należało zacząć od oddania ludziom własności, żeby z milionów pracowników najemnych stworzyć wielomilionową klasę średnią, bez której demokracja istnieć nie może. Zaczęłoby się tworzyć normalne, zdrowe społeczeństwo w miejsce postniewolniczego społeczeństwa pańszczyźnianego. Jednak dominujący familianci bali się, że reprywatyzacja stworzy naturalne zaplecze materialne dla prawicy. Zbudowano zatem ekonomiczne podstawy kapitalizmu w stylu latynoskim. Solidarność powinna zorganizować komunistom drugą Norymbergę, a jej politycy pozwolili, by przeciętny Polak uwierzył, że pieniądze, które mu na początku lat 90. przepadły, ukradli mu nie Gierek z Jaruzelskim i Rakowskim, jak było naprawdę, ale Balcerowicz. W 1989 r. Familia Michnika, Geremka i Kuronia nie miała programu dla Polaków, bo samo istnienie narodu odrzuca. Triumf michnikowszczyzny - zawładnięcie inteligencją - odepchnął od niej większość. Państwo polskie dla większości swoich mieszkańców nie jest ich państwem. Polacy po raz kolejny doprowadzają swój kraj do zagłady, w czym polactwo ma swój wielki udział, ale mniejszy niż pycha pseudoelity.
W przełomowym momencie, a był to czas tzw. wojny na górze, o biegu wydarzeń decydowali ludzie, którzy nie kierowali się dobrem Polski, ale drobnymi zawiściami i frustracjami. „Bodajbyście z piekła nie wyszli, wy, zadufani w sobie, skaczący sobie do gardeł głupcy, coście dla swoich ambicji uruchomili lawinę, która zniszczyła wielki, wspaniały mit Solidarności i wszystko to, co mógłby z niego naród mieć” – pisze Ziemkiewicz.
Rzesza prostych Polaków utwierdzona została w pańszczyźnianej mentalności cwanych niewolników, którzy nie mają poczucia wspólnego dobra. Wszyscy zatem solidarnie zabrali się do szarpania na sztuki czerwonego sukna Rzeczypospolitej. Oto najkrótsza definicja III RP.
Prawdziwy podział opisujący naszą współczesność to podział na Nachapanych i Wyślizganych. Ale każdy Wyślizgany marzy, by dostać ofertę, sprzedać się i dzięki temu ustawić. Tusk z „moralnego odnowiciela” i twórcy IV RP stał się w 2007 r. obrońcą Układu. Dziś głos niezadowolonych zniknął z debaty publicznej. Wszystkie służby są w rękach warstwy uprzywilejowanej. Jest fajnie, można krytykować jedynie „bolączki”. Natomiast nie wolno myśleć i dostrzegać, bo myślenie i dostrzeganie jest „pisowskie”. Ale Wyślizgani nie zniknęli. I era Tuska skończy się, jak skończyła się Gierkowska dekada sukcesów. Tusk uznał, że na układy nie ma rady, abdykował, nie rządzi i jedynie balansuje pomiędzy silnymi lobby, nie tylko krajowymi. Jeśli niepodległa Polska nie będzie potrafiła spełnić minimalnych oczekiwań, jakie ma wobec niej Europa i reszta państw rozwiniętych, to świat może zgodzić się na inne załatwienie swoich oczekiwań. Na przykład poprzez zgodę na stopniową, niezauważalną kolonizację Polski. Moskwa jest gotowa zaprowadzić porządek nad Wisłą.
Zamieniliśmy się w kraj pastuchów zdominowany przez rozwydrzoną tłuszczę, która nienawidzi wszystkiego i wszystkich, i nikomu nie ufa. Nie jest tak, że naród jest dobry, że znowu ktoś go oszukał. Trwa wielkie dojenie Rzeczypospolitej, bo Polska jest dla polactwa tylko dojną krową. Najwięcej kradną rzesze drobnych wyłudzaczy i oszustów powszednich. Naród, który tak się rządzi, szykuje sobie zagładę. Czy Ziemkiewicz znalazł klucz do polskiej mentalności? Niestety.
