Tadeusz Gajcy, podobnie jak Krzysztof Kamil Baczyński, stoi na piedestale polskiej poezji. Słowo „geniusz” nie jest tu w żadnej mierze przesadzone. Jego fani dziś to ludzie z różnych środowisk. Jest nauczycielem dla kolejnego pokolenia poetów i będzie jeszcze dla niejednego. Szacunek do niego na płycie „Gajcy!” wyrazili trzy lata temu współcześni znani muzycy rockowi i nie tylko. Na płycie wydanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego utwory z tekstami Gajcego wykonywali tacy twórcy mocnego brzmienia, jak: Armia, Agressiva 69 czy Dezerter. 2 sierpnia 2009 r. prezydent Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył Tadeusza Gajcego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej i za osiągnięcia w działalności na rzecz rozwoju polskiej kultury. Uznanie tak licznych gremiów jest chyba też wyrazem tęsknoty za prawdziwym geniuszem.
„Mówiąc o dorobku poetów 22-letnich, myślano o ich możliwym dorobku – gdyby dane im było dożyć »normalnej« śmierci… Ich dziełem byłoby zapewne unowocześnienie paradygmatu kultury. SiN-owcy (literaci związani z miesięcznikiem „Sztuka i Naród” – przyp. red.) głosili ideologię Złotego Szczytu (por. „złoty środek”) – Gajcy realizował ją w poezji, łącząc tradycje Skamandra i Awangardy (tomiki „Widma” oraz „Grom powszedni”), oraz w dramatach – ożywiając wzorce klasyczne – witkacowskimi i poetyką snu. („Homer i Orchidea”, „Misterium niedzielne”). Te ambicje zostały zatracone nie tylko w PRL, ale i w III RP, której kultura zamiast „złotych szczytów” wznosi kopczyki z gówna i plastiku” – pisał o Gajcym poeta, dramaturg i filozof Bohdan Urbankowski.
