Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Kosztowna pomoc z UE

Stumiliardową złotówkę wypłacił Bank Gospodarstwa Krajowego korzystającym z unijnych programów. Ta pomoc jednak nie zawsze wykorzystywana jest zgodnie z jej przeznaczeniem.

Autor:

Stumiliardową złotówkę wypłacił Bank Gospodarstwa Krajowego korzystającym z unijnych programów. Ta pomoc jednak nie zawsze wykorzystywana jest zgodnie z jej przeznaczeniem. Jest też kosztowna, bo do jej wdrażania zatrudniona została cała armia urzędników.

BGK odtrąbił wczoraj sukces – poinformował, że od 1 stycznia 2010 r. wypłacił beneficjentom unijnych dotacji już 100 mld zł. Bank przejął tę funkcję 2,5 roku temu od Ministerstwa Finansów, bo rządowi specjaliści od kreatywnej księgowości uznali, że fundusze z UE lepiej wyprowadzić z budżetu państwa, ponieważ mogą generować deficyt. Grozi to zwłaszcza w sytuacji, gdy wyczerpane zostają zaliczki przekazywane Polsce przez Komisję Europejską i brakujące pieniądze trzeba pożyczać.

Przeciwko podobnym manipulacjom protestowała wtedy ówczesna wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska. Twierdziła, że wbrew zapewnieniom jej szefa Jacka Rostowskiego, dziura w budżecie jest dużo większa, niż zakładano. Sprawa skończyła się dymisją Suchockiej-Roguskiej, a minister finansów nadal wmawia opinii publicznej, że państwowe finanse mają się świetnie.

Podobny los spotkał przed laty Martę Andreasen, byłą główną księgową Komisji Europejskiej, która ujawniła nieprawidłowości w komputerowym systemie księgowym używanym przez brukselskich urzędników oraz oskarżyła europejskich komisarzy o ukrywanie finansowych nieprawidłowości. Kiedy Andreasen odmówiła podpisania się pod wydatkami KE, zawieszono ją, a potem zwolniono z pracy.

Z danych opublikowanych w zachodniej prasie wynika, że co roku ginie ok. 5 proc. unijnego budżetu, a więc kilka miliardów euro. Jeśli przyjąć, że Polska nie jest krajem wyjątkowym i dzieją się w niej podobne rzeczy, to ze 100 mld zł unijnych funduszy wypłaconych przez BGK mogło zniknąć kilka miliardów złotych.

Osoby zatrudnione przy wypłatach to spora rzesza. Dość powiedzieć, że UE zaleca, by na każdy 1 mln euro unijnych funduszy przypadało 2–3 urzędników, którzy decydują, komu przyznać dotacje. Jak uczy doświadczenie, pracę tę dostają zwykle krewni i przyjaciele rządzących, a unijne pieniądze nie zawsze trafiają do tych, którzy najbardziej jej potrzebują, lecz tam, gdzie chcą je przekazać urzędnicy.


Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Polska