List otwarty mieszkańców to wyraz protestu wobec decyzji prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz radnych PO i SLD w sprawie ponownego postawienia pomnika na warszawskiej Pradze. Monument zdemontowany na czas budowy metra ma powrócić na ul. Targową. Tym razem zostanie usytuowany bliżej budynków mieszkalnych.
Protestujące w tej sprawie wspólnoty mieszkaniowe są ignorowane przez władze miasta. We wtorek protestujący zorganizowali konferencję prasową w miejscu, w którym obecnie trwają ekspresowe prace ustawiania cokołu pomnika.
– Pomnik, który został tu ustawiony jesienią 1944 r., miał przypieczętować sowieckie władztwo. Byłaby to straszliwa pomyłka dziejowa, gdybyśmy dziś w wolnej Polsce znów tę pieczęć przystawili – mówił historyk Jan Żaryn. Podkreślał, że pomnik zlokalizowany jest w otoczeniu dawnych siedzib NKWD, w których Sowieci katowali i bestialsko mordowali polskich patriotów. – Nie rozumiem, dlaczego władze Warszawy zgadzają się na to. Pamiętamy jeszcze krzyki, które wydobywały się z przyległych do naszych domów katowni NKWD – mówi jedna z mieszkanek budynku, przed którym stanie pomnik.
– Urzędnicy prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz potraktowali nas w sposób arogancki – mówił Krzysztof Jop, pełnomocnik prawny protestujących mieszkańców z bloku przy ul. Targowej 81. Wyjaśnił, że ratusz bezprawnie odmówił mieszkańcom udziału w decydowaniu o losach pomnika. Mieszkańcy skarżą się również, że o przesunięciu pomnika pod okna ich domów dowiedzieli się z prasy.
