Swój wywód na temat lustracji córka funkcjonariusza SB kończy słowami: "Być może prawica powinna się jednak zgodzić na metodę in vitro. W ten sposób można byłoby wyselekcjonować osobniki bez złych genów." W post scriptum Olejnik dodała, że wiedzę do stworzenia swojego felietonu "powzięła z Wikipedii".
W związku z tym sięgam do tego prezydenckiego źródła, gdzie pod hasłem Eugenika znajduje się następująca definicja: "gr. eugenes = dobrze urodzony – pojęcie wprowadzone w 1883 r. przez Francisa Galtona, kuzyna Karola Darwina, które dotyczyło selektywnego rozmnażania zwierząt (w tym ludzi)".
Dalej możemy przeczytać, jak to ruch eugeniczny rozkwitał w USA, aż trafił do jej czołowego przedstawiciela niemieckiej lewicy, Adolfa Hitlera. Krzewiciel postępu chciał stworzyć idealną germańską rasę, a w tym celu sterylizował umysłowo upośledzonych oraz dokonywał masowych eksperymentów na ludziach.
Z powstałego w zeszłym roku dokumentu filmowego "Eugenika - w imię postępu" możemy dowiedzieć się o ścisłych relacjach między ruchem eugenicznym a promotorami aborcji i in vitro.
Obserwując poziom dyskusji na temat in vitro, jaką prowadzi Monika Olejnik w swoich programach, nie sądzę, by oglądała ten dokument. Nie ulega jednak wątpliwości, że sama czuje związek między in vitro a selekcją genetyczną, o którą apeluje na łamach "Wyborczej".
Za szczerość Monice Olejnik dziękuję i korzystając z okazji, polecam obejrzenie wspomnianego filmu. Trwa niecałą godzinę, a pozwoli jej wypowiadać się ws. in vitro bardziej merytorycznie, niż robiła to do tej pory.
