Jarosława Marka Rymkiewicza przywitano w warszawskiej Kinotece owacjami na stojąco.
– Film jest o człowieku, który stanął przed sądem dlatego, że jest poetą i nie godzi się z istniejącym światem – powiedział przed pokazem Tomasz Sakiewicz.
Rymkiewicz znany jest z tego, że nie udziela wywiadów, stroni od kamer, nie występuje w telewizji. Jak Grzegorzowi Braunowi udało się wejść z ekipą filmową do domu poety, jak możliwe było dopuszczenie kamery do intymnego świata rodzinnego zacisza, albumów z fotografiami, codziennej krzątaniny, pozostaje tajemnicą reżysera. W zmieniającej się scenerii pór roku możliwe było nie tylko utrwalenie scen z życia w Milanówku, ale też zarejestrowanie kilku wierszy w autorskiej interpretacji autora.
Ten kameralny świat kontrastuje z rzeczywistością procesu i sali sądowej. Przywołane w filmie wystąpienia przedstawicielek wymiaru sprawiedliwości III RP, które uzasadniały wyrok pierwszej, a potem drugiej instancji, wywołały w kinie salwy śmiechu. Scena, gdy łamiącym się głosem sędzia próbuje opisać zasługi Adama Michnika, który walczył o to, żebyśmy żyli w demokratycznym kraju, w którym panuje wolność słowa, pewnie przejdzie do historii dokumentalistyki.
W filmie Rymkiewicz przypomina utratę niepodległości z końca XVII w. Jego stwierdzenie, że nie wszystkim Polakom niepodległa Polska jest potrzebna do życia, to nie analiza historyczna. To opis otaczającego nas świata. Jest bowiem grupa Polaków, którzy nie chcą być Polakami. Pytanie poety o to, kto rządzi w Polsce, nie jest figurą retoryczną. Sami musimy sobie odpowiedzieć na to pytanie. To po prostu nie tylko nasz obowiązek, dyktuje nam to naturalny instynkt samozachowawczy.
– Lepiej być artystą prześladowanym niż artystą reżimowym – powiedział po pokazie telewizji VOD Gazeta Polska Jarosław Rymkiewicz. Na premierowym pokazie oprócz Jarosława Marka Rymkiewicza i małżonki profesora Ewy obecni byli również reżyser filmu Grzegorz Braun i producent Robert Kaczmarek.


