Film o prof. J.M. Rymkiewiczu "Poeta pozwany" już w najbliższą środę z "Gazetą Polską"
W marcu ubiegłego roku pisarz przegrał proces wytoczony przez wydawcę „Gazety Wyborczej”. Chodziło o wypowiedzi na temat zagrożeń polskiej niepodległości i tożsamości narodowej, które zostały opublikowane w „Gazecie Polskiej” po katastrofie smoleńskiej. Pamiętamy niezrozumienie i oburzenie wielu środowisk, dla których wyrok ten był łamaniem wolności słowa. Kamery rejestrowały proces. Dzięki nim widzimy w filmie emocje rozjuszonego prokuratora i znużenie sędziny. Widzimy też, jak Jarosław Rymkiewicz musi tłumaczyć się ze swoich opinii, musi wyjaśniać, na jakiej podstawie sądzi, że „Wyborczej” zależy na tym, by Polacy nie byli Polakami. Zmuszony był do opowiadania, dlaczego napisał, że redaktorzy gazety „są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”. Adwokat Agory wypytał arogancko poetę o jego rodzinę i jego przeszłość. Na procesy przychodziły tłumy zaniepokojonych i oburzonych ludzi, którzy krzyczeli: „wolność słowa”, „wolność poety”. Po ogłoszeniu wyroku w pierwszej instancji Rymkiewicz na sądowym korytarzu w obecności mediów i swoich sympatyków przeczytał oświadczenie: „Wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana. (…) Ale nie zważajcie na to. Mówcie, co chcecie. Pamiętajcie, że jesteśmy wolnymi Polakami. (…) Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce! Nie zmusicie nas do milczenia”. Słowa te spadały niczym deszcz na suchą glebę. Obecni sympatycy poety chłonęli każde zdanie. Wyrok sprawił, że byli zarówno źli, ale też zdezorientowani. Wyrok ten oznaczał bowiem zagrożenie dla demokracji.
Wybitny intelektualista
Jarosław Marek Rymkiewicz to człowiek wielki. Jest jednym z najwybitniejszych współczesnych poetów, tłumaczy i dramaturgów. Profesor nauk filologicznych, autor kilkudziesięciu książek. Jest znakomitym znawcą romantyzmu, a także komentatorem życia politycznego. Filmowa ekipa miała ten zaszczyt, by obserwować go przy pracy. By filmować jego biurko, rejestrować jego opowieści o procesie twórczym, o miłości do żony, opowieści o tym, co go ukształtowało i wciąż kształtuje. Pisarz mówi o swoim warsztacie. Opowiada o tym, że napisanie wiersza trwa krótko – jeden dzień. Ale czasem jedna poprawka rymu może kosztować wiele zaangażowania i czasu. Bo wszystko musi się zgadzać, brzmieć płynnie i być dokończone. Zdradza też to, jaką rolę w jego pisaniu ma żona. A ma niebagatelną. Opowiada o tym, jak kolejka, którą dojeżdża do Warszawy, okazała się niezwykłym miejscem budzącym natchnienie, a podróże często zaskakującą inspiracją. I mówi też wiele o Polsce. O tym, w jakiej sytuacji jesteśmy i jaką mamy władzę. Ten film to prawdziwy skarbiec złotych myśli poety. O tym, że współczesne czasy przypominają te z końcówki XVIII w., gdy Polska była rozszarpywana przez sąsiadów. O tym, że nie wiadomo, kto tak naprawdę rządzi w naszym kraju, bo aktualny gabinet to rząd „telewizyjny”. Mówiąc o okrągłym stole, mówi o ludziach ze statusem postkolonialnym i niejasnej przeszłości. Mówi w końcu, że komunizm się nie skończył. On po prostu przechodził różne mutacje. W jego głosie słyszymy troskę o Polskę. Bezdyskusyjną, prawdziwą i naturalną obawę o losy kraju. Rymkiewicz mówi w filmie, że wiedza o przeszłości jest fundamentalna, bo bez niej, nie wiemy, kim jesteśmy. A jak nie wiemy, kim jesteśmy, to przestajemy być ludźmi i „sprowadzamy się do poziomu… kota” – puentuje. Film to też opowieść o przeszłości Rymkiewicza. „Dzieciństwo przypadło na okupację niemiecką, a młodość na sowiecką” – mówi poeta i opowiada o tym, jak tumaniony komunistyczną ideologią poczuł, że może być przecież wolny. Mówi o momencie, w którym przejrzał na oczy. I właśnie tym się różni od sądowych przeciwników, że wie, kim jest, bo nie boi się przeszłości.
Wiersze filmowane
„Poeta pozwany” pomaga nam też poznać bliżej twórczość Rymkiewicza. W filmie autor czyta wiersze sam. Niby zwyczajnie, bez recytacji, ale jednak to jego wiersze, do których nie ma dystansu, które są częścią jego życia. Które dopiero czytane przez niego nabierają innego, osobistego charakteru. Na dodatek filmowcy dali sobie trudne zadanie ilustrowania tych wierszy. Zabierają nas w podróż po wyobraźni poety. Słyszymy często żołnierskimi słowami czytane kolejne wersy, a widzimy bystre oczy autora skupione pod charakterystycznymi brwiami, za chwilę przerażające obrazy wojennych ofiar, operatorskie artystyczne impresje i piękne zdjęcia otaczającego nas świata. Jest to więc film nietuzinkowy. Wymagający. Film, dzięki któremu próbujemy choć trochę zbliżyć się do duszy i myśli wielkiego twórcy. Wejść w jego umysł i serce. Oczywiście trudno na tym polu odnieść większy sukces, ale sama możliwość takiego eksperymentu to już bardzo wiele. Autorem scenariusza i reżyserem jest Grzegorz Braun, autor słynnych „Plusów dodatnich, plusów ujemnych”, oraz wielu nowatorskich w formie i niezwykle potrzebnych i wartościowych w treści filmów. Zdjęcia zmontował znany z odważnych pomysłów Paweł Suchta. Producentem filmu jest Robert Kaczmarek, mający w dorobku takie produkcje jak: „Eugenika – w imię postępu”, „Krzyż”, „Solidarni 2010”, „Towarzysz generał” czy „Towarzysz generał idzie na wojnę”.
Przed nami trudny czas
Myli się ten, kto myśli, że poecie takiej klasy jak Jarosław Rymkiewicz jakikolwiek wyrok zamknie usta. Nie. Ten wyrok może jedynie potwierdzać to, co wrażliwy komentator współczesnych wydarzeń podskórnie czuje. A jest to niepokojący kierunek, w którym zmierza nasz kraj. I tylko tak wybitni ludzie jak on mogą przewidzieć kolejny zakręt polskiej historii. Puenta filmu jest mocną wypowiedzią pisarza. Jego opinią, która dowodzi, że wyrok, choć prawomocny, nie może paraliżować swobody myśli i wypowiedzi. „Najlepsza wiadomość jest taka, że część Polaków nie zgadza się na to, co się z Polską robi. Ta niezgoda narasta z różnych powodów. Może też z takich, że zamordowali im prezydenta, ale to jest ta najlepsza część narodu, która naprawdę chce być narodem, i wie, że jest narodem. Trzeba to będzie pacyfikować, ale, tak jak powiedziałem, nie wiemy, kto tu rządzi, więc nawet nie możemy domyślać się, jakie środki pacyfikacji zostaną zastosowane. Ale niewątpliwie zostaną zastosowane, bo w Warszawie musi panować »porządek«. Czekają nas więc trudne lata. Musimy sobie z tym dać radę i jak będzie trzeba, to ten rów pełen krwi znów zostanie wykopany” – powiedział Rymkiewicz. A mądre oczy wnuka, którego trzyma na kolanach i któremu dedykuje jeden ze swoich listów zapowiadają, że damy sobie radę.
