Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Znikająca Polska

„Czas wrócić z urlopu i wydrzeć, jak psu z gardła kość, to wszystko, co dławi nasze państwo i narodową wspólnotę.

Autor:

„Czas wrócić z urlopu i wydrzeć, jak psu z gardła kość, to wszystko, co dławi nasze państwo i narodową wspólnotę. Czas dokończyć solidarnościowy projekt powrotu do normalności”. Takim wezwaniem Barbara Fedyszak-Radziejowska kończy swój znakomity artykuł „Czas wrócić z urlopu”. Zgadzając się całkowicie z diagnozą i wezwaniem, chciałbym je jeszcze wzmocnić.

Nawiązanie autorki do 10 kwietnia 2010 r. na początku tekstu przypomniało mi pewien epizod sprzed dwóch lat. 10 kwietnia 2010 r. byliśmy w Rzymie z pielgrzymką Solidarności. W związku z tragicznymi informacjami docierającymi z Polski msza św. stała się mszą żałobną za ofiary katastrofy. Gdy wyszliśmy z bazyliki, na pl. św. Piotra podeszła do mnie zapłakana kobieta, pytając: „Panie Januszu, co teraz z nami będzie? Co będzie z Polską?”. Spontanicznie odpowiedziałem: „Koniec dekowania się, chowania za plecy Leszka. Nie będzie już mówił w naszym imieniu, przyjmując na siebie ataki, nie zawetuje groźnych ustaw. Teraz wszyscy, którzy chcemy bronić Polski, musimy ruszyć na pierwszą linię”.

Mówiąc to, myślałem także o sobie i o związku. Życie tylko potwierdza, jak bardzo tamta ocena była i jest prawdziwa.

Zawłaszczenie państwa

Platforma Obywatelska natychmiast po katastrofie poobsadzała wszystkie osierocone funkcje i stanowiska swoimi ludźmi. Znikły ostatnie bastiony niezależności. Wybory prezydenckie w 2010 r. i parlamentarne w 2011 r. utwierdziły dominację PO na kolejną kadencję. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że stało się tak w wyniku demokratycznych rozstrzygnięć.

Czy społeczeństwo jest zdezorientowane? Ludzie ciągle dają się nabierać na obietnice bez pokrycia? Niektórzy na pewno tak. Bywa, że politycy z elit dzisiejszej władzy powołują się na solidarnościowy rodowód. Może nie kłamią. Ale dla mnie te odniesienia są tyle samo warte, tak samo wiarygodne, jak zabieg polegający na stosowaniu przydomka NSZZ przed nazwami struktur OPZZ tworzonymi w stanie wojennym.

Obszary analogii są zaskakująco duże, gdy porównać tamtą rzeczywistość z realiami dnia dzisiejszego. To obecny premier hasłem „Nie będziemy klękać przed księżmi” zapoczątkował wojnę z Kościołem. W szkołach konsekwentnie ogranicza się lekcje historii, bo poczucie tożsamości narodowej i patriotyzm to dla młodzieży niepotrzebny balast. Utrudnia prowadzenie polityki pt. „Polska zasobem taniej siły roboczej dla Europy”.

Z zachowaniem i wykorzystaniem reguł demokracji, dzięki umiejętnie stosowanej akwizycji politycznej w Polsce zrekonstruowano mechanizmy władzy z epoki PRL-u. Polska nie tylko zaniechała budowania rzeczywistości opartej na przesłaniach i marzeniach Sierpnia, ale radykalnie zawróciła z tej drogi.

Fasadowa demokracja

Przywrócono doktrynę o kierowniczej roli partii i z całą bezwzględnością zasadę nomenklatury w zakładach pracy, instytucjach i urzędach zależnych od publicznych władz centralnych lub lokalnych. Apolityczny urzędnik albo dziennikarz to zjawisko coraz bardziej wyjątkowe. Ludzie w całej Polsce muszą się dopominać o wolność słowa i mediów.

Kto by przypuszczał, że Platforma Obywatelska, która powstała zaledwie 11 lat temu pod hasłami walki z partyjniactwem, przywrócenia państwa obywatelom, manifestująca demokratyczne zasady wyłaniania liderów w swoich szeregach, tak szybko stanie się żywym zaprzeczeniem tych haseł, ich przeciwieństwem. Że monopolizowanie wszystkiego i stosowanie korupcji politycznej podniesie na jeszcze wyższy stopień doskonałości.

Skandal i zamieszanie z umową ACTA albo ustawą dotyczącą refundacji leków to nie pojedyncze wypadki przy pracy, ale efekt rutynowego działania w sprawach, które okazały się zaskakująco wrażliwe społecznie.

Pozorowanie dialogu z opozycją polityczną albo z partnerami społecznymi w komisji trójstronnej sprawia, że polska demokracja jest coraz bardziej fasadowa. Tak jak w czasach realnego socjalizmu, dogmat o kierowniczej roli partii jest realizowany w Sejmie nawet w sprawach błahych. Partia jest nieomylna. Przy jakiejkolwiek różnicy zdań zarządza się głosowanie. Rozstrzyga nie dyskusja na racje i argumenty, ale liczba głosów. Kiedyś dyktatura proletariatu, dzisiaj dyktatura (maleńkiej) większości.

Znika Polska powiatowa

W Polsce gminnej i powiatowej przygnębia bezbronność i bezsilność mieszkańców wobec lokalnych koterii i grup trzymających władzę. Pewnie nie wszędzie tak jest, ale w moich podróżach dominuje czarny obraz. Osoby decydujące lub mające wpływ na wielkość środków przeznaczanych na finansowanie różnych przedsięwzięć albo na zatrudnianie pracowników uzyskują ogromną władzę i instrumenty do korupcji politycznej. Obawa o utratę dobra, jakim jest praca, paraliżuje ludzi i czyni ich zakładnikami lokalnych decydentów.

Poza dużymi ośrodkami Polska znika. Likwiduje się urzędy, sądy, szkoły, pocztę i inne placówki. Komunikację i służbę zdrowia, bo usługi publiczne tam się nie opłacają. Ludzie pozostawieni sami sobie tracą poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście, że te lokalne układy rzadko mają wyraźną barwę polityczną. Często są to środowiska nieidentyfikujące się politycznie. Z powodzeniem funkcjonują osoby o życiorysach mocno zakorzenionych w PRL. Przydają się im stare nawyki, czują się jak ryby w wodzie.

Kto jest temu winien? Kogo obarczać odpowiedzialnością za powszechne patologie? Za to, że tak wielu ludzi jest pozbawionych elementarnego poczucia bezpieczeństwa?

Bez odpowiedzialności

Rządzenie krajem to również sztuka wysyłania sygnałów do instytucji, do aparatu urzędniczego, w tym do wymiaru sprawiedliwości, i do społeczeństwa. Jaki sygnał wysłała rządząca Polską ekipa i ta koalicja, tuszując aferę hazardową? Zmieniając prawo, uchylając odpowiedzialność karną za działanie na szkodę spółki (jak w wypadku niebotycznych premii za Stadion Narodowy czy likwidacji Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecin)? Jakim sygnałem jest szokująca bezkarność rzecznika rządu, którego działania są na miarę drobnego oszusta?

Ten rząd wysyła jasne sygnały: można nie płacić abonamentu radiowo-telewizyjnego, można kombinować, można uciekać od składek ZUS, zatrudniając na czarno i na umowy śmieciowe. Stworzono atmosferę przyzwolenia dla kombinatorów i cwaniaków. Polska zawróciła z drogi i mocno oddaliła się od marzeń ludzi Solidarności, od przesłań Sierpnia ‘80. Dlatego za Barbarą Fedyszak-Radziejowską trzeba wezwać nie tylko do powrotu z urlopu lub z emerytury. Trzeba trafić do młodzieży z pięknym przesłaniem piosenki Lombardu z czasów stanu wojennego: „Przeżyj to sam. Nie zamieniaj serca w twardy głaz, póki jeszcze serce masz”.

Egoizm i „radź sobie sam” czy Polska solidarna, patriotyzm i wspólnota? Trzeba wybierać.


Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane