Jaruzelski wprowadził stan wojenny, twierdząc, że Solidarność przyjęła kurs na konfrontację. W tym czasie w sklepach był głównie ocet, zdobycie papieru toaletowego graniczyło z cudem, obowiązywały kartki na mięso, słodycze, papierosy, alkohol, a nawet buty. Dziś, wypisz, wymaluj, jest to samo. Władza ucieka od rosnącego bezrobocia, drożyzny, lawinowo wzrastającego długu publicznego, zwalając wszystko na Kaczyńskiego i PiS. Złodziej krzyczy „łap złodzieja!”.
Tusk wzoruje się na Jaruzelskim. Może fascynuje go pełnia władzy. Może marzy o tym, aby któregoś poranka odciąć rodakom telefony i wystąpić z porannym orędziem w telewizji: „Obywatelki i obywatele, nasza ojczyzna stanęła nad przepaścią…”.
