Graś wyparł się podpisów i zasugerował, że zostały sfałszowane. Jego żona dla odmiany zeznała, że to ona podpisywała się za męża. Miłosierna prokuratura umorzyła śledztwo o złamanie ustawy antykorupcyjnej przez ministra, natomiast wszczęto postępowanie w sprawie fałszowania podpisów. Po kilkunastomiesięcznym postępowaniu krakowscy prokuratorzy stwierdzili, że były to podpisy ministra. Graś miał czelność podważać raz jeszcze to orzeczenie, sugerując, że biegły miał za mały materiał porównawczy, by zbadać jego pismo. Prokuratura raz jeszcze zatem potwierdziła – tak, to podpisy Grasia. I odmówiła ponownego wszczęcia śledztwa. Mataczenie w śledztwie, wprowadzanie w błąd prokuratury, fałszywe zeznania żony – to wszystko składa się bardziej na etos „Pruszkowa” niż urzędnika państwowego.
