Po co tak na bezczelnego? – zapytają ci, którzy nie rozumieją polityki Moskwy. Czy Putin nie mógł ogłosić, że w Czeczenii dostał np. 40 proc. głosów, co jest dowodem, że mimo licznych trudności sytuacja tam się poprawia? Zachodni komentatorzy z troską pokiwaliby głowami. A 99 proc. skomentować się nie da, więc milczą.
Polska pisarka Herminia Naglerowa, która przeżyła łagry, postawiła szokującą tezę, że okrucieństwo Moskwy przynosi jej korzyści także na Zachodzie. I nie tylko okrucieństwo, także kpiny z wszelkich norm na tym Zachodzie obowiązujących. „Drwiny z pisanego i boskiego prawa” świadczyć mają o potędze wroga. To strategia obliczona na „przenikanie psychiczne” do zachodnich społeczeństw. Ten strach, to milczenie mają je deprawować, obezwładniać, przyzwyczajać, że Moskwie wolno.
Czy widok niszczejącego miesiącami wraku polskiego tupolewa nie był właśnie po to? Czy nie temu służyło odznaczenie przez Bronisława Komorowskiego rosyjskich milicjantów i przybranie sobie na doradcę byłego sowieckiego namiestnika Jaruzelskiego?
