Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Hasanie Komorowskiego

Bronisław Komorowski najwyraźniej zrozumiał, że jeśli chce walczyć o prezydenturę z ramienia PO w kolejnej kadencji, musi pokonać swojego głównego rywala – Donalda Tuska.

Bronisław Komorowski najwyraźniej zrozumiał, że jeśli chce walczyć o prezydenturę z ramienia PO w kolejnej kadencji, musi pokonać swojego głównego rywala – Donalda Tuska. Premier bowiem – o czym od dawna huczy w kuluarach – wcale nie zrezygnował ze swoich marzeń o prezydenturze. Osłabienie pozycji Tuska lub nawet wymiana na stanowisku szefa rządu leży zatem w interesie prezydenta. Komorowski wzmacnia więc swoją pozycję, choć robi to niekiedy z gracją słonia w składzie porcelany.

Jednym z pierwszych sygnałów, że otoczenie prezydenta Bronisława Komorowskiego na serio zajęło się grillowaniem Donalda Tuska, są niedawne słowa Janusza Palikota, który komentując nagrodę tygodnika „Wprost” dla premiera, stwierdził, że tytuł Człowieka Roku może okazać się dla Tuska złowieszczy.

– Czekają nas cztery lata ze słabym i zagubionym premierem – stwierdził Palikot i dodał: – szkoda Polski i szkoda Tuska.

Palikot oczywiście odreagował w ten sposób słowa krytyki Tuska, który przy okazji wręczenia tej właśnie nagrody nazwał dawnego przyjaciela hipokrytą. Jednak to, że raczej lojalny zazwyczaj wobec premiera, niedawny wydawca książki Tuska, pozwolił sobie na takie zdania, pokazuje, że punktem odniesienia sceny politycznej staje się raczej ośrodek prezydencki, coraz wyraźniej dystansujący się od Kancelarii Premiera. Gołym okiem widać, że pozycja szefa rządu słabnie, i to na tyle istotnie, że coraz więcej polityków i działaczy zrozumiało, iż najwyższa pora, by orientować się na Bronisława Komorowskiego.

Nie tylko Schetyna

Niczym innym zdaje się nie zajmować teraz Julia Pitera czy Krzysztof Kwiatkowski, byli ministrowie rządu Tuska, z którymi premier rozstał się z dnia na dzień i w mało elegancki sposób. Źle skrywaną urazę Pitery widać było np., gdy krytykowała minister sportu Joannę Muchę, celebrytkę rządu Tuska, która zatrudniła na stanowisku dyrektorskim właściciela salonu fryzjerskiego, z którego usług korzystała.

Okazało się nagle, że przypadki nepotyzmu w rządzie Platformy zdarzają się jednak i że zauważyła je i napiętnowała posłanka Pitera, która dotychczas wsławiała się raczej ściganiem działaczy PiS za defraudację służbowego dorsza. Ta krytyka polityków z własnej partii jest zdecydowanie nowym zjawiskiem, w której do tej pory obowiązywała zasada raczej zbiorowego ściemniania niż punktowania partyjnych kolegów. Pierwszy tę regułę złamał Grzegorz Schetyna, krytykując niektóre posunięcia premiera, ale długo pozostawał w tym odosobniony. Tymczasem ostatnio w podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości. Gdy zaczął się kryzys ACTA, stwierdził ni mniej, ni więcej, że nie rozumie, gdy słucha przedstawicieli rządu, jakie właściwie stanowisko ma w sprawie ACTA gabinet Donalda Tuska.

Zarówno Pitera, jak i Kwiatkowski, odepchnięci przez Donalda Tuska, aplikują dziś do grupy Komorowskiego, do której dołącza jednak coraz więcej polityków Platformy Obywatelskiej. W PO w ogóle dzieje się teraz nie najlepiej, a słowo „konflikt” zdaje się być najdelikatniejszym określeniem zjawiska. Wyrzynanie ludzi Grzegorza Schetyny (co samo w sobie nie budziłoby może zbyt dużych emocji wśród polityków Platformy, przyzwyczajonych do egzekucji w wykonaniu Donalda Tuska) nałożyło się na poczucie frustracji i bezsilności polityków partii rządzącej, których rola została sprowadzona do maszynki do głosowania i wykonywania poleceń szefa i zaprzyjaźnionej z nim marszałek Sejmu.

Na korytarzach sejmowych można usłyszeć: nic od nas nie zależy, na nic nie mamy wpływu. Skutki jedynowładztwa Tuska widać zwłaszcza przy kryzysie w sprawie ACTA, gdy zdezorientowani w polityce PO po prostu nie wiedzą, co mówić, bo ani nie są w stanie przewidzieć strategii, jaką przyjmie rząd, ani nawet dowiedzieć się, co właściwie, jakie zobowiązania, za podpisaniem ACTA się kryje.

Król rankingu

Notowania rządu i samego premiera lecą na łeb na szyję, a na dodatek Donald Tusk spadł już na czwarte miejsce w rankingu zaufania, i to, o ironio, tuż przed Grzegorzem Schetyną, do którego zaufanie rośnie. Nie wprawia to Tuska na pewno w dobry nastrój, zwłaszcza że królem tego rankingu jest… Bronisław Komorowski z 71-proc. zaufaniem Polaków. Czy może zatem dziwić, że obserwując te notowania i miotanie się szefa rządu, politycy i działacze PO z niepokojem patrzą na słabnącego premiera, którego po kilku latach jego bezwzględnych rządów zwyczajnie przestają darzyć sympatią. To wszystko działa na rzecz prezydenta. Gdyby – chciałoby się napisać – na miejscu Bronisława Komorowskiego był ktoś z charyzmą, talentem i osobowością – zmiany na scenie politycznej nastąpiłyby w sposób nieunikniony. Ale miejsce w Belwederze zajmuje polityk mało utalentowany i nie najodważniejszy – wynik rywalizacji między nim a Donaldem Tuskiem wcale zatem nie jest przesądzony.

Jednak chociażby niedawne przejście z Sejmu do Kancelarii Prezydenta niezwykle cenionego i merytorycznego Sławomira Rybickiego (brata Arkadiusza, który zginął w katastrofie smoleńskiej) zostało odczytane w PO jako wymowny sygnał, z kim warto się dziś wiązać.

Tym bardziej że prezydent Komorowski nie zasypia gruszek w popiele. Publicznie dystansuje się od poczynań rządu w sprawie ACTA, wzywa ministrów w rządzie Tuska do Pałacu, oczekując różnych wyjaśnień, zwraca się do rzecznika praw obywatelskich o opinię, czy podpisanie umowy ACTA przez rząd nie narusza wolności, i ani słowem nie wspiera w tej kryzysowej sytuacji premiera Donalda Tuska.

Rządzenie to ciężka praca – kwituje jedynie zmagania premiera z internautami.

Fochy prezydenta

Znacznie gorzej punktowanie Tuska wyszło prezydentowi przy okazji konfliktu w prokuraturze. Po jawnym wypowiedzeniu posłuszeństwa prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi przez szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej gen. Krzysztofa Parulskiego prezydent natychmiast zwołał konferencję prasową i ostentacyjne zaangażował się w obronę wojskowych prokuratorów, ale nic to nie dało.

Donald Tusk poparł prokuratora generalnego, gen. Parulski został odwołany, a jego miejsce zajął kandydat Andrzeja Seremeta płk Jerzy Artymiak, cieszący się także poparciem rządu. W tej sytuacji Komorowski, nie mogąc zablokować zmian w prokuraturze bez wchodzenia w otwarty konflikt z rządem, na jedyne, na co się zdobył, to bojkot uroczystości nominacji nowego szefa NPW, któremu akt powołania na to stanowisko wręczył prokurator generalny.

Z tych fochów Komorowskiego można byłoby się śmiać (współczując zarazem płk. Artymiakowi, że już na początku swojej działalności jest narażony na takie grubiaństwa prezydenta), gdyby nie to, że jest to element nacisku na niezależną prokuraturę.

Zbojkotowanie nominacji dla nowego szefa NPW było jedynie wstępem do podważania wiarygodności prokuratury.

W wywiadzie dla jednej z telewizji komercyjnych Komorowski posunął się znacznie dalej.

Zdezawuował opinię biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna, którzy stwierdzili, że na czarnych skrzynkach nie ma nagrania głosu gen. Andrzeja Błasika w kokpicie Tu 154M. Jednocześnie prezydent podtrzymał rosyjską wersję o przyczynach katastrofy: samolot rozbił się, bo lądował tam, gdzie nie powinien.

– Problem polega na tym, że jedni interpretują to tak, inni inaczej. Do końca będziemy żyli z różnymi wątpliwościami, ale jedna pewność nas nie opuści, że przyczyną katastrofy smoleńskiej była próba lądowania w nieodpowiednich warunkach pogodowych. Nie powinno mieć miejsca lądowanie w takiej pogodzie – stwierdził Bronisław Komorowski.

Prezydent zarzucił przy tym prokuraturze „jakieś hasanie” z „niejasnych powodów” i zapowiedział, że musi dojść do zmiany ustawy o prokuraturze.  Lokator Belwederu nie pozostawił wątpliwości co do tego, że niezależność prokuratury co najmniej go niepokoi i że trzeba samodzielność prokuratorów ukrócić. To, że słowa te nie zostały potraktowane przez media jako zupełnie skandaliczne wywieranie nacisku na prokuraturę, mogłoby zdumiewać, gdyby nie to, że Komorowski od początku swojej kadencji jest pod ochroną koncesjonowanych mediów. Fakt, że Pałac Prezydencki kontroluje poprzez KRRiTV porządek medialny w Polsce, daje mu także niebagatelną przewagę nad premierem Tuskiem. To właśnie media będą areną potyczek między obydwoma politykami – tu prezydent dziś zdaje się mieć więcej wpływów niż wszechwładny do niedawna premier. Nie jest wykluczone, że – mówiąc językiem premiera – ktoś właśnie przestawia wajchę. Nie na jego korzyść.        

Źródło:

NAJNOWSZE Polska