Tanie sztuczki
Zdając sobie sprawę, że swój głos kieruje także do opinii publicznej, Kopacz z pełną premedytacją kpi z Polaków. Ludzie oczekiwali z jej strony chociaż na bliskie prawdy odpowiedzi. Zamiast tego, udając, że nie wie, o co chodzi, Ewa Kopacz opowiada banialuki, kreując się na osobę, która całe swoje życie poświęciła innym. Zapomina jednak dodać, że służyła przede wszystkim wtedy, gdy jej ofiarność przynosiła wymierne korzyści osobiste lub przynajmniej nadzieje na wynagrodzenie w przyszłości.
Takim człowiekiem była, gdy rozpoczynała karierę polityczną w 10-tysięcznym Szydłowcu na pograniczu Mazowsza. Taką osobą pozostała do dziś. Z tą drobną różnicą, że obecnie tę przydatną w karierze politycznej cechę rozwinęła i pogłębiła. Inaczej mówiąc, nigdy nie brakowało jej politycznego sprytu. Ma za sobą stosunkowo niewielki staż życia w czasach PRL jako osoba dorosła – ledwie 15-letni. Zdążyła jednak nieźle opanować sztukę komunistycznej nowomowy i teraz korzysta z niej pełnymi garściami. Pewnie pani marszałek jeszcze do niedawna wydawało się, że jest na tyle pomysłowa, iż wszystko ujdzie jej płazem, a drobne i grubsze gierki polityczne potrafi obrócić na swoją korzyść. Tymczasem dziś przestali jej już wierzyć przeciętni obywatele. Na jej tanich sztuczkach poznali się również dziennikarze.
Mierność na szczycie
Powiedzieć, że jej konferencja prasowa sprzed kilku dni, która w zamyśle miała być marszałkowskim popisem, zamieniła się w klęskę, to za mało. To była totalna kompromitacja. Zdenerwowana Ewa Kopacz salwowała się ucieczką z konferencji niczym szczur z tonącego okrętu, na jaki wsadzili ją swoimi pytaniami dziennikarze. Na początku była jednak cyniczna i pewna siebie.
Zapytana o chaos, jaki pozostawiła w Ministerstwie Zdrowia, oraz o to, czy Sejm będzie poprawiał błędy, które wprowadziła do ustawy refundacyjnej, ku zdumieniu wszystkich zabełkotała: „Przez cztery lata, ostatnie cztery lata, lata bardzo trudne, podejmowałam bardzo trudne decyzje i dokonywałam wyborów. Starałam się, aby podejmując te trudne decyzje, nie szkodzić polskim pacjentom. Przed takimi trudnymi wyzwaniami i decyzjami staje mój następca Bartosz Arłukowicz”.
„Czy po prostu to pani popełniła błąd, czy Bartosz Arłukowicz?” – odezwał się kolejny dziennikarz.
Tego było już za wiele. Pani marszałek puściły nerwy i czmychnęła czym prędzej do gabinetu. To przykre, że tak mierne figury awansują na szczyty władzy.
Muzeum Kopacz
Na razie kariera Ewy Kopacz toczy się jednak gładko. Głównie dzięki parasolowi ochronnemu, jaki roztoczył nad nią Tusk. Można prawie w ciemno założyć, że kiedy tylko zacznie ona Platformę ciągnąć w dół, Donald Tusk wyśle Kopacz na powrót tam, skąd przyjechała. Do miejsca, w którym będzie mogła stworzyć sobie własne muzeum marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Tam obejmie funkcję dyrektora placówki połączoną z rolą kustosza. Choć prawdę mówiąc, chętniej widziałbym ją w lesie pod Smoleńskiem, przekopującą ziemię na minimum metr głębokości.
