Przypominamy tekst „Halabardnik Tuska”, opublikowany w czerwcu 2011 przez tygodnik „Gazeta Polska”
Handlował mięsem, wspierał śląskie żubry, lansował modę na kraciaste marynarki. Dwa lata temu był poważnie chory i zastanawiał się nad odejściem z polityki. Dziś jest jedną z najważniejszych osób w państwie. Najwierniejszym żołnierzem i prawą ręką Donalda Tuska.
Przełom roku. Rząd Donalda Tuska wprowadza podwyżkę podatku VAT z 22 do 23 proc. Opozycja grzmi, że doprowadzi to do wzrostu cen żywności i uderzy w najbiedniejszych. Na reakcję szefa klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej nie trzeba długo czekać. – Jesteśmy pewni, że ta jednoprocentowa podwyżka wcale nie dotknie najbiedniejszych, bo oni najczęściej kupują w takich sklepach i na bazarach, gdzie żywność w ogóle nie jest obłożona VAT-em, nawet tym najmniejszym – stwierdza Tomasz Tomczykiewicz, wprowadzając w osłupienie dziennikarzy i powodując konsternację swoich partyjnych kolegów.
Parę tygodni później, w rozmowie z dziennikarzem Bogdanem Rymanowskim, zapytany, czy przemalowanie krzesełek na stadionie narodowym w Chorzowie z barw biało-czerwonych na barwy śląskie było wynikiem koalicji Ruchu Autonomii Śląska z Platformą Obywatelską, pewny siebie zaprzeczył. – Jest tylko projekt, że krzesełka będą w barwach regionalnych, bo obiekt stracił status stadionu narodowego 10 lat temu – wyjaśnił. Kibice i komentatorzy sportowi po tej wypowiedzi zachodzili w głowę, kto i kiedy ów status śląskiemu stadionowi odebrał.
Podobne wpadki szef klubu PO zalicza regularnie. Znany jest też jego mocno śląski akcent i nieumiejętność wypowiadania się publicznie bez śląskich naleciałości gwarowych. – Tomczykiewicz nie należy do osób błyskotliwych. Nie jest dobrym oratorem ani erudytą. Z pewnością jednak nie można zarzucić mu braku skuteczności w zakulisowych rozgrywkach – stwierdza Stanisław Pięta, poseł PiS z okręgu bielskiego. Dlatego szef klubu PO czuje się dużo lepiej w zaciszu politycznych gabinetów niż w blasku kamer. Jego siłą jest umiejętność zjednywania sobie ludzi i zaangażowanie w budowę karnych struktur partyjnych.
Handlarz mięsem i miłośnik żubrów
Tomasz Tomczykiewicz urodził się pół wieku temu w Pszczynie, w rodzinie o mieszczańskich tradycjach. Wychowywała go matka. Ojciec zmarł, gdy miał osiem lat. Być może dlatego w działalności politycznej poseł często otacza się wianuszkiem kobiet. Dzięki jego protekcji Elżbieta Bieńkowska została ministrem rozwoju regionalnego, śp. Krystyna Bochenek zajęła fotel wicemarszałka Senatu, Krystyna Szumilas – wiceministra edukacji, a Joanna Szmidt – wiceministra skarbu państwa. – W jego towarzystwie często pojawiają się też posłanki Danuta Pietraszewska i Elżbieta Pierzchała – mówi poseł PiS Grzegorz Tobiszowski.
Swój romans z polityką Tomczykiewicz zaczął w 1990 r. Został wówczas radnym i członkiem zarządu Pszczyny. Pracę w samorządzie łączył z działalnością biznesową. Otworzył sklep z wyrobami mięsnymi. Mieszkańcy Pszczyny, z którymi rozmawialiśmy, pamiętają, że u Tomczykiewicza była najlepsza wołowina w mieście. – Szyld sklepu z nazwiskiem posła wisi do tej pory, ale takiego mięsa na roladki jak było wtedy, to już u nas nie ma – uważa pan Bernard. Kiedy Tomczykiewicz został samorządowcem, jego firma mięsna HiT zaczęła się rozwijać w błyskawicznym tempie. Opanowała lokalne markety i prawie całkowicie wyparła z miasta konkurencję. Mięsny interes skończył się, gdy w 1998 r. Tomczykiewicz został burmistrzem Pszczyny.
Nowo wprowadzone przepisy zabraniały mu prowadzenia jednocześnie działalności gospodarczej i kierowania gminą. Od tego momentu czerpał już tylko dochody z polityki. W roli samorządowca Tomczykiewicz wypadał blado. Zasłynął głównie z nepotyzmu. W Pszczynie większość stanowisk otrzymywali jego krewni i bliscy znajomi. Brata mianował kierownikiem inwestycji oświatowych. Kolega z czasów dzieciństwa Krzysztof Łatka został prezesem Przedsiębiorstwa Inżynierii Komunalnej. – Jako burmistrz wykazał się gigantycznym lenistwem. Do tej pory Pszczyna jest horrorem na mapie drogowej Śląska. Korki są tu niebotyczne – mówi poseł Stanisław Pięta.
Jak do tej pory największym wkładem szefa klubu PO w rozwój rodzimej miejscowości było jego zaangażowanie w budowę Pokazowej Zagrody Żubrów w parku Pszczyńskim. Poseł znany jest też lokalnie ze swojej pedanterii. Wygrywa kolejne konkursy na najlepiej ubranego polityka w regionie. Do legendy przeszły jego uwagi na temat nienagannego wyglądu noszonego obuwia. Był on też przez pewien czas autorem lokalnej mody na noszenie kraciastych marynarek.
Prorosyjski kurs
Tomasz Tomczykiewicz zaczynał partyjną działalność w Unii Polityki Realnej. Jak twierdzi w wielu swoich wspomnieniach, porwały go wówczas wolnorynkowe hasła Janusza Korwina-Mikkego i antysocjalistyczna retoryka jego ugrupowania. Będąc jednak w UPR, nie wahał się wchodzić w doraźne koalicje z postkomunistami w Pszczynie. Na stanowisko naczelnika Wydziału Rolnictwa w Urzędzie Miejskim powołał byłego komunistycznego aktywistę Alojzego Cieszkę. Niedawno, już jako szef struktur PO na Śląsku, zawarł koalicję z SLD w Sejmiku Śląskim. Z UPR odszedł w 1996 r. wraz z grupą rozłamowców dowodzoną przez Mariusza Dzierżawskiego. Ekipa ta założyła wówczas Stronnictwo Polityki Realnej. Ugrupowanie przetrwało dwa lata. Nie osiągnęło żadnego sukcesu, nawet na poziomie samorządowym. Zwracał uwagę prorosyjski kurs SPR. Partia wprost nazywała siebie prorosyjską prawicą. Z SPR Tomczykiewicz przeniósł się do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, a stamtąd do Platformy Obywatelskiej.
Główny trzon jego kadry w PO na Śląsku to koledzy z czasów działalności w UPR. Prawą ręką posła w regionie jest Adam Matusiewicz, do niedawna wicewojewoda, a obecnie marszałek Województwa Śląskiego. To on przyjmował Tomczykiewicza do UPR. Później pracował w pszczyńskim magistracie jako skarbnik zarządu miasta. Jego brat Jacek pełni funkcję sekretarza śląskiej PO i jest prezesem Funduszu Górnośląskiego. Z dawnego UPR pochodzą też inni współpracownicy Tomczykiewicza: senator Leszek Piechota – skarbnik śląskiej PO, Wojciech Saługa – poseł z Jaworzna, i senator Andrzej Misiołek z Gliwic.
Wokół mafii węglowej
Na początku swojej działalności w Platformie Obywatelskiej Tomasz Tomczykiewicz blisko współpracował z ówczesnym szefem katowickich struktur PO Ireneuszem Królem. Król był wówczas prezesem Centrozapu, spółki, która w czasach PRL zajmowała się nieformalnie handlem bronią.
Z Raportu weryfikacji WSI wynika, że w firmie tej od początku lat 90. zatrudniano 19 funkcjonariuszy Wojskowych Służb Informacyjnych. Do spółki tej trafiały też pieniądze z FOZZ. Szefem rady nadzorczej Centrozapu był w okresie prezesury Króla były komunistyczny bojówkarz Ireneusz Nawrocki, znany m.in. z napadu na dom rodziny Kuroniów. Co więcej, jednym z dyrektorów w Centrozapie był Jacek Wilamowski, bliski współpracownik Barbary Kmiecik nazywanej „śląską Alexis”, głównego świadka w procesie tzw. mafii węglowej. Tomczykiewicz nie widział nic niewłaściwego w tym, że w budynkach Centrozapu regularnie odbywały się posiedzenia Rady Regionalnej PO. W 2005 r. Ireneusz Król otrzymał prokuratorskie zarzuty związane z niegospodarnością w Centrozapie. Wówczas Tomczykiewicz oficjalnie zakończył z nim współpracę. Tajemnicą poliszynela jest, że środowisko związane z posłem utrzymuje z nim bliskie relacje do dziś.
W 2001 r. Tomasz Tomczykiewicz został prezesem stowarzyszenia Instytut Wyszehradzki. Szefową Rady Programowej stowarzyszenia została wówczas posłankę SLD Barbara Blida. Jej śmierć kilka lat później stała się wodą na młyn PO-wskiej propagandy. Powołano komisję ds. wyjaśnienia okoliczności śmierci posłanki. Jej wiceprzewodniczącym został nie kto inny jak Tomasz Tomczykiewicz. Komisja bezskutecznie próbowała obarczyć winą za śmierć posłanki polityków PiS, skutecznie omijając jednak wątki dotyczące afery węglowej.
Walka o władzę
W 2003 r. Tomczykiewicz został szefem śląskich struktur PO. Zawdzięczał to przede wszystkim poparciu Ireneusza Króla i gromadzeniu wokół siebie wielu wpływowych osób. Jego głównymi konkurentami w walce o przywództwo w regionie byli dawni działacze KLD skupieni wokół prezydenta Gliwic Zygmunta Frankiewicza. Ekipa „gliwiczan” blisko współpracowała z Janem Rokitą i Andrzejem Olechowskim. Kontestowała sposób zarządzania partią przez Donalda Tuska i próbowała zorganizować w 2005 r. w Pławnowicach konferencję stanowiącą swoisty rokosz wewnątrzpartyjny. Tomczykiewicz ciężko pracował, aby „gliwiczan” pozbyć się z partii. Ostatecznie udało mu się to po dwóch latach. Nie przejął jednak absolutnej władzy w regionie. Na drodze stanęła bowiem inna rosnąca w siłę ekipa „zagłębiaków” związana ze śp. Grzegorzem Dolniakiem. Dolniak, wiceszef klubu PO w sejmie, o jedną prostą wyprzedzał Tomczykiewicza w wyścigu o fotel szefa śląskiej PO. Swój sukces miał przypieczętować w 2010 r. podczas regionalnych wyborów w partii. Silną pozycję Dolniaka wzmacniał fakt, że konkurent był bardzo poważnie chory i nie mógł uczestniczyć aktywnie w życiu politycznym. – Tomek miał wycięte obie nerki, chodził na dializy i nie miał siły na partyjne rozgrywki. Baliśmy się o jego życie. Na szczęście znalazł się dawca i Tomek doszedł powoli do siebie. Ta choroba wzmocniła go psychicznie – opowiada działacz PO ze Śląska. Tomczykiewicz wywinął się śmierci w ostatnim momencie. Grzegorz Dolniak zginął w katastrofie smoleńskiej miesiąc przed planowanymi w partii wyborami. Po tej tragedii „długoręki Tomasz”, jak nazywają go partyjni koledzy, nie miał już na Śląsku poważnego konkurenta do fotela szefa śląskiej PO.
Kumple autonomiści
Po wybuchu konfliktu z Grzegorzem Schetyną Donald Tusk potrzebował skutecznego, zakulisowego gracza. Jednocześnie miał to być człowiek całkowicie mu oddany, który nie będzie chciał wybijać się na niepodległość. Sprawny żołnierz, który zapewni mu spokój i posłuch w klubie parlamentarnym. W lipcu 2010 r., oglądając półfinały mundialu w RPA, Tusk zapytał Tomczykiewicza, czy nie zechciałby mu pomóc w tej trudnej misji.
Ten po dłuższym namyśle zgodził się przejąć klub parlamentarny. – Premier wielokrotnie testował na Tomczykiewiczu i śląskim podwórku działania, które później podejmował szerzej. Śląsk był dla niego probierzem zachowań społecznych i wewnątrzpartyjnych. I Tomczykiewicz za każdym razem wywiązywał się z powierzonych mu misji bezbłędnie. Stąd wzięło się wzajemne zaufanie obu panów – twierdzi Grzegorz Tobiszowski, poseł PiS. – Tomczykiewicz to taki halabardnik Tuska – kwituje poseł Jerzy Polaczek z PiS.
Dzięki temu zaufaniu nie miał problemów, by zawrzeć w sejmiku śląskim koalicję z Ruchem Autonomii Śląska. Pierwsze przymiarki do tej koalicji miały miejsce już w 2006 r., gdy PO zblokowała listy z UPR i RAŚ. Układ PO z RAŚ wynika z dawnych układów pomiędzy UPR-em i RAŚ. Tomczykiewicz od lat utrzymuje z tym środowiskiem koleżeńskie kontakty. Nie wszyscy działacze śląskiej PO są z tej koalicji zadowoleni, ale boją się otwarcie zaprotestować. Tomczykiewicz znany jest bowiem z brutalnych metod tłumienia wszelkich buntów w partii. – Osobiście nadzoruje wszelkie działania dyscyplinujące w klubie. Za Schetyny kary za niesubordynację klubową prawie się nie pojawiały. Dziś są wręcz nadużywane – tłumaczy jeden z posłów PO pragnący zachować anonimowość. Posłowie PO niechętnie wypowiadają się na temat Tomasza Tomczykiewicza. Jedni po prostu rzucają słuchawką, inni, jak Joanna Mucha, odmawiają wypowiedzi ze względu na rzekomy „niewłaściwy skręt” naszej gazety. Jeśli ktoś już coś powie, to natychmiast zastrzega anonimowość. – Tomek ma przyjazny wygląd i aparycję, ale nie chciałabym się przed nim później tłumaczyć. To zbyt bolesne – podsumowuje jedna z naszych rozmówczyń. Z Tomaszem Tomczykiewiczem próbowaliśmy się wielokrotnie skontaktować telefonicznie. Przesłaliśmy mu też pytania drogą elektroniczną. Niestety, do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
