- To wzruszająca chwila. W tym miejscu odbywał się mój proces. Tu stały ławki, w których siedziała moja przerażona matka. Od lat marzyłam by uświęcono to miejsce. Nie przypuszczałam, że dożyję tego dnia – powiedziała nam jedna z inicjatorek przedsięwzięcia, była więźniarka Teresa Drzala.
Pomysł na tę niezwykłą uroczystość wyszedł od Środowiska Byłych Więźniarek Okresu Stalinowskiego. Pomogli m.in Instytut Pamięci Narodowej i władze więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, które wyjątkowo zgodziły się na ten jeden dzień otworzyć bramy.
Przeszły przez nie tylko rodziny i bliskich ofiar tamtych lat, ale także Ci, którzy sami byli więźniami. - Ten mężczyzna ze sztandarem to Józek. Ten siwiuteńki w mundurze, który siedzi w drugim rzędzie, Kazek. Obaj dostali wyroki śmierci – mówi jeden z ocalałych, Tadeusz Słodowski.
W gmachu na Rakowieckiej był po raz pierwszy od czasów, kiedy siedział w celi i czekał na wyrok. - Nawet nie wiedziałem gdzie jest wejście. Wwożono nas zasłoniętymi ciężarówkami, wrzucano do ciemnych cel – przypomina sobie pan Tadeusz. Nie ukrywa wzruszenia widząc mury, które były świadkami najokrutniejszych chwil w jego życiu. Łez nie są w stanie pohamować także bliscy ofiar stalinowskiego reżimu. - Po raz pierwszy tu jestem i widzę korytarze, którymi prowadzono na rozstrzelanie mojego ojca – mówi pani Jadwiga. Przed chwilą wyszła z celi nr 7, w której spędził ostatnie godziny przed egzekucją. - To wstrząsające przeżycie, ale nikt nie wstydzi się łez, bo płaczemy wspólnie. Trudno uwierzyć, że często ich kaci pozostali bezkarni – mówi pani Danuta, której kuzyn został tu rozstrzelany.
O to by pamięć tamtych dni nie umarła walczą m.in. pracownicy IPN, a wśród nich Magdalena Merta, wdowa po tragicznie zmarłym w katastrofie smoleńskiej Tomaszu Mercie, wiceministrze kultury. To właśnie ona wraz ze współpracownikami zorganizowała oprowadzenie uczestników mszy po więziennych korytarzach. - Miejsca ważne to słynny 10 pawilon, cele śmierci, tunel cudów, w którym odbywały się przesłuchania, tortury. Zegar, pod którym stali skazańcy oczekując na informację o tym czy zostaną rozstrzelani – mówił Jacek Pawłowicz z IPN, który był narratorem tej swoistej wycieczki do przeszłości.
Tekst w całości ukazał się w poniedziałkowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.
