Kim jest modelowy publicysta „Rzeczpospolitej”? To osobnik z trudem maskujący zniesmaczenie polską prawicą. Z wyższością odnosi się do moherowych babć, bo to nawiedzone dewotki. Boi się kiboli, bo to chuligani. Ludzi z klubów „GP” uważa za zbiorowisko wariatów. Jarosław Kaczyński to dla niego osobnik, który był inteligentem z Żoliborza, ale już nie jest, bo nie słucha jego światłych rad. „Modelowy” od lat próbuje wymienić go na Marcinkiewicza, Sikorskiego, Ujazdowskiego, Kluzik, Kowala itp.
Kogo „modelowy” ceni? Głównie własną wyższość nad tamtymi. Na nieszczęście prawica musi mieć jakiś elektorat. Ale jaki? „Modelowy” chciałby, żeby był on taki, jak ma PO. Ściślej: taki, jak pisze „GW”, że PO ma. Młody, wykształcony, z wielkich miast. Z tym, że konserwatywny. Nawet nie niepodległościowy czy prawicowy. „Konserwatywny” brzmi zagranicznie. I do niczego na krajowym podwórku nie zobowiązuje. Na przykład do oszołomskiej dociekliwości w sprawie Smoleńska. Albo stawiania się oligarchom. Konserwatysta lubi biznes i może dogadać się z Putinem.
Kogo bała się Antifa?
Marek Magierowski nie jest wprawdzie „modelowym”, ale napisał ostatnio modelowy tekst z owego gatunku. Po Marszu Niepodległości postulował, by „Odkleić się od kiboli”. „Czy konserwatysta może dziś w Polsce, w jakimkolwiek miejscu publicznym, manifestować swój patriotyzm bez udziału kiboli?” – spytał.
Cóż, niektórzy już próbowali. To było pod Krzyżem Pamięci. Telegadzinówki poszczuły wówczas motłoch na jego obrońców. I okazało się, że nasze państwo pozwala, by na nich pluć i oddawać mocz. Policja? Nie widziała. Media? Szczuły. Konserwatywna „Rz”? Zdezerterowała. Magierowski? Doradzał PiS, że działania w tej sprawie „z punktu widzenia politycznych zysków są całkowicie jałowe”.
Dlaczego nie pluto na uczestników Marszów Niepodległości? Dlaczego Antifa nie urządziła im „radosnego happeningu” i wolała wyżywać się z dala na przechodniach? A policja oddzielała obie grupy? Bo kibicom bojówkarz od Tarasa boi się zajrzeć w oczy.
Scenki, jak kombatanci podchodzą do kibiców i mówią: „w was jest przyszłość”, widziałem, jeżdżąc po Polsce dziesiątki razy. Polecam film, jak do kibiców przemawia na kopcu Powstania Warszawskiego gen. Ścibor-Rylski. Kibice mają ten obraz głęboko w sercach.
Wszyscy szkodzimy PR-owo
Magierowski pisze, że kibice szkodzą PR-owo. A kto nie szkodzi? Kaczor szkodzi, mohery szkodzą, „GP” z sektą smoleńską szkodzi. Jeśli ktoś się stawia, szkodzi.
Zbigniew Romaszewski opisał, jak w czasie marszu kibole zmuszali zamaskowanych prowokatorów do zaprzestania demolki. Ponad 90 proc. kibiców uczestniczących w marszach zachowywało się godnie. Ale Magierowski wie swoje. On nie wierzy „GW”, jeśli kłamie na temat „Rzeczpospolitej” czy jego kolegów. Jeśli łże o kibolach nie tylko wierzy, ale i powtarza jej brednie: „wywieszali jakiś patriotyczny transparent (by potem przez 90 minut, bez skrupułów, rzucać ponad nim k…wami)”. Gdzie, Marku? Na jakim stadionie? Odpowiem Ci: nigdy i na żadnym.
Ze zbliżenia obozu patriotycznego z kibicami Magierowski zrozumiał tyle, że to była „niezrozumiała decyzja PiS” podjęta „w okresie przedwyborczym”. Nie, to efekt wielu lat pracy setek liderów środowiska, o których istnieniu nie masz Marku pojęcia. Tysięcy rozmów, patriotycznych inicjatyw poza stadionami, ognisk z kombatantami, wykładów. Podejmowanych „nie dla mediów, wizerunku, tylko z dumy i szacunku”. Jeśli „Gazeta Polska” dołożyła tu swoją skromną cegiełkę, mamy prawo być dumni.
„Warszawka” bez misji
Nie wiem, czy za dziesięć lat będzie pamiętany jakikolwiek artykuł Marka Magierowskiego. Jestem za to pewien, że będziemy odczuwać pozytywne skutki dojrzewania środowiska kibicowskiego, największego ruchu z udziałem młodych ludzi, do podjęcia spraw narodowych. Dlatego myślę, że starsze panie z klubu „GP” na wschodzie Polski jeżdżące w towarzystwie 20-letnich kibiców po miasteczkach z pokazami filmu „Kibol” bliższe są inteligenckiej misji, niż konserwatywna „warszawka”, nie wychylająca nosa poza świat własnych stereotypów.
Generał Zbigniew Ścibor-Rylski do kibiców na Kopcu Powstania Warszawskiego (kliknij zdjęcie, aby obejrzeć):

Cały tekst w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”
