Ponad 300 osób w sobotę niemal szturmowało klub muzyczny Od zmierzchu do świtu przy ul. Krupniczej we Wrocławiu chcąc wysłuchać piosenek Andrzeja Kołakowskiego i piosenek podziemia antykomunistycznego w interpretacji zespołu De Press. Imprezę zorganizowało wrocławskie stowarzyszenie Odra-Niemen, na co dzień pomagające weteranom AK na dawnych Kresach. Mimo wysokiej ceny biletów na koncert waliły tłumy. – Płytę De Press „Myśmy rebelianci” znam na pamięć – mówił pod klubem Maciek. – Chcę tego posłuchać nie tylko dla dobrej muzyki, ale też dla przekazu.
Wśród widzów było wielu kibiców Śląska Wrocław. – Kurczę, wczorajszy dzień był straszny – opowiadał chcący zachować anonimowość kibic. – Pracuję w państwowej instytucji, nie powiem jakiej, ale sam musiałem z kolegami zrobić awanturę, by zarząd w ogóle wywiesił biało-czerwona flagę. Udało się, ale przecież oni sami powinni to zrobić – mówił rozżalony.
Koncert skończył się awanturą. Widzowie zażądali bisów – w efekcie najpierw De Press powtórzył utwór „Myśmy rebelianci”, a niemal siłą wepchnięty na scenę Andrzej Kołakowski na gitarze elektrycznej zagrał piosenkę o „Ogniu” i słynną „Przysięgę”. Tej ostatniej publiczność domagała się szczególnie gorąco – zaśpiewała ją zresztą nawet bez udziału (początkowo) barda. Po całym klubie rozniósł się śpiew: „Bo przysięgaliśmy na orła i na krzyż, na dwa kolory – te najświętsze w Polsce barwy, na czystą biel i na gorącą czerwień krwi, na wolność żywych i na wieczną chwałę zmarłych…”.
- Nie przepadam za takimi sytuacjami, ale… było mi miło – wyznał po koncercie Kołakowski. – To właśnie to są chwile, w których wiem, po co śpiewam. Przy okazji spełniło się moje marzenie, by piosenkę poświęconą Józefowi Kurasiowi „Ogniowi” zagrać z zespołem rockowym – dodał.
Podobnie mówił nam Andrzej Dziubek z zespołu De Press: - Nie obchodzi mnie, dla kogo gram, bo robię to dla siebie. Płyta „Myśmy rebelianci” to muzyka mojej duszy – skwitował muzyk.